W dokumencie można przeczytać, że rodziny czekające na umieszczenie w pieczy zastępczej będzie odwiedzał asystent, który ma pracować z opiekunami, aby dziecko mogło pozostać w rodzinie.
Prezes Ruchu Narodowego w Poznaniu Radosław Król uważa to za duże zagrożenie.
Miasto nazywa to etapem diagnozy, podczas którego asystent rodziny ma składać wizyty, zarówno niezapowiedziane jak i zapowiedziane. My jako Konfederacja uważamy, że to jest eksperyment na żywym organizmie dziecka, osoby bezbronnej i niemającej na to wpływu.
- mówi Król. Jego zdaniem, wprowadzenie takiej zasady oznacza pogodzenie się z brakiem miejsc dla dzieci.
Przewodnicząca Komisji Rodziny, Polityki Społecznej i Zdrowia w radzie miasta Maria Lisiecka-Pawełczak z Koalicji Obywatelskiej odpowiada, że asystent ma pomóc w ochronie małoletnich.
Nie zastępuje ani sądu, ani policji, ani żadnego innego organu, jest to rola, która będzie wspierać biologiczną rodzinę, ale przede wszystkim kontrolować bezpieczeństwo dzieci.
- przekonuje Lisiecka-Pawełczak.
Problemem jest brak miejsc w pieczy zastępczej lub innych interwencyjnych ośrodkach. Politycy Konfederacji krytykują miasto za wydanie w latach 2023-2024 na kampanie promocyjne półtora miliona złotych. Jak wylicza Radosław Król, w 2020 roku w Poznaniu były 452 rodziny zastępcze, a pomimo różnych kampanii po czterech latach ich liczba wyniosła 455.
Według Marii Lisieckiej-Pawełczak, Konfederacja zamiast krytykować program, powinna skupić się na apelowaniu o zgłaszanie się kandydatów do tworzenia rodzin zastępczych. Radna powiedziała, że potrzebne są zmiany systemowe, nad którymi pracuje rząd.