Mężczyzna nie przyznaje się do winy i złożył przed sądem wyjaśnienia. – Mieliśmy im stworzyć nowy dom – mówił oskarżony.
Oskarżony Jacek P. pracował w placówce półtora miesiąca, kiedy doszło do zdarzeń opisywanych przez prokuraturę. Dwukrotnie naruszył nietykalność cielesną małoletniej, klepiąc ją po pośladku.
– Miał kierować także groźby wobec podopiecznego i naruszyć jego nietykalność – mówiła prokurator Katarzyna Nowak:
W następstwie szarpania i przytrzymywania siłą małoletniego spowodował u niego obrażenia ciała w postaci podbiegnięć krwawych, otarć naskórka i zasinień. A następnie, w towarzyszących okolicznościach, zagroził słownie małoletniemu uszkodzeniem ciała, która to groźba wzbudziła w pokrzywdzonym uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona
– mówiła prokurator.
64-letni oskarżony nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.
– W całości się nie przyznaję – powiedział.
Były już wychowawca wyjaśnił, że nie miał żadnego przeszkolenia, jak postępować z dziećmi z rodzin dysfunkcyjnych podczas ich ataków agresji. Skończył politechnikę i zrobił roczny kurs pedagogiczny, by móc pracować w szkole. Tłumaczył, że podczas tych studiów były przedmioty, na których można było się dowiedzieć, jak postępować z takimi dziećmi.
Dużo dowiedziałem się też od koleżanek
– zaznaczył oskarżony.
Dodał też, że dzieci były wulgarne i miały ataki złości, nie radziły sobie z emocjami.
Moja rola była taka, żeby wszyscy się szanowali
– mówił przed sądem.
W sprawie poniżania i znieważania małoletnich w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej w Ostrowie Kaliskim zarzuty wcześniej usłyszała także była wicedyrektorka.