Naukowcy ruszają do Warszawy. Mówią o wieloletnich zaniedbaniach
"To były bardzo ciężkie przypadki, u części pacjentów operacja uratowała im życie" - mówi chirurg Andrzej Ratajczak.
Skala trudności - nawet mnie tam zaskoczyła. Tam jest bardzo dużo przepuklin wrodzonych, które u nas operują chirurdzy dziecięcy. Tam nikt tych chorych nie operuje, więc ci chorzy chodzą z tymi przepuklinami ponad 30 lat. To były też trudne technicznie zabiegi
- wyjaśnia chirurg.
Operacje - ze względu na trudne przypadki - trwały dłużej niż w Polsce. Lekarze zaczynali rano i kończyli wieczorem.
Poza przepuklinami chirurdzy interweniowali w innych przypadkach. Uratowali też matkę i jej dziecko przeprowadzając cesarkę. Kobieta ze względu na porę deszczową nie była w stanie dotrzeć do szpitala.
"Zdarzały się też inne pilne interwencje" - mówi anestezjolog Karolina Puklińska-Cieśla.
Taki spektakularnym pacjentem był 18-19-latek, który w trakcie pracy na polu mocno skaleczył się maczetą. Prawie odciął sobie nogę - tak naprawdę. Krwawił, przywiózł go tato na motorze. Tak, że szyliśmy w znieczuleniu miejscowym
- relacjonuje anestezjolog.
Lekarze operowali w ośrodku misyjnym, gdzie pomieszczenia zamieniono na sale zabiegowe. W środku nie było klimatyzacji - operacje odbywały się w ponad 30-stopniowym upale, ale członkowie misji zapewniają, że są gotowi wyjechać na kolejne.
Lekarzy wysłała do Kamerunu poznańska Fundacja Redepmtoris Misio. W planach są kolejne wyjazdy, między innymi okulistów.