CZYTAJ WIĘCEJ: Strażacy walczyli z ogniem całą noc. Duży pożar pod Międzychodem
Na miejscu prowadzone są obecnie prace porządkowe. Z terenu w pobliżu spalonej hali wywożone są komponenty, a zniszczona konstrukcja wciąż jest widoczna zza ogrodzenia.
Właściciel firmy poinformował wcześniej, że trwa szacowanie strat i że zakład nie jest w stanie samodzielnie odbudować najważniejszej hali produkcyjnej.
Jak przekazał Radiu Poznań odpowiedzialny za kontakty z mediami Piotr Fuhrmann, pojawiło się duże zainteresowanie ze strony potencjalnych inwestorów i trwają już rozmowy dotyczące przyszłości zakładu.
Ocalały m.in. formy wykorzystywane do produkcji brodzików, a firma nadal dysponuje wypracowanym rynkiem zbytu. Rozważane są obecnie dwa warianty: przejęcie samej produkcji wraz z technologią albo zakup całej firmy bądź ocalałych zabudowań.
Na razie za wcześnie na konkrety, ale byłaby szansa na odzyskanie części miejsc pracy
- mówi Piotr Fuhrmann.
Zakład zatrudniał około 200 osób. Firma nie była ubezpieczona, a 95 procent załogi podpisało już porozumienia o rozwiązaniu umów za porozumieniem stron.
Pracownicy otrzymali odprawy, jednak w najbliższej okolicy brakuje firm o podobnej skali zatrudnienia.
Dodatkowym utrudnieniem jest komunikacja – Międzychód nie ma obecnie połączenia kolejowego z innymi miastami. Ma się to zmienić, ale perspektywa przywrócenia kolei to kwestia kilku lat.
CZYTAJ TEŻ: Ubezpieczyciele odmówili. „Ogromne trudności” po pożarze Schedpolu