W ubiegły czwartek spaliła się hala o powierzchni 3 tysięcy metrów kwadratowych. Zostały z niej zgliszcza. To rodzinna, lokalna firma, zatrudniająca mieszkańców okolic Międzychodu.
Nazajutrz po pożarze burmistrz Krzysztof Sobkowski zapowiedział, że spotka się z właścicielami, aby porozmawiać o zakresie pomocy w odbudowie, jakiej jest w stanie udzielić gmina. Wczoraj na forach internetowych i lokalnym portalu pojawiła się informacja o wygaszaniu zakładu i propozycjach rozwiązania umów, które mieli otrzymać pracownicy.
Zdementował je tego samego dnia wieczorem burmistrz Sobkowski, mówiąc, że wedle jego wiedzy właściciele redukują zatrudnienie, ale nie jest prawdą, że likwidują firmę. Próbowaliśmy zweryfikować te informacje w firmie Schedpol, ale na razie nie mamy potwierdzenia.
Prezes zarządu Stefan Schaedler wydał oświadczenie, w którym informuje o sytuacji pracowników podmiędzychodzkiej fabryki armatury łazienkowej.
Właściciel przyznaje, że firma boryka się z ogromnymi trudnościami związanymi ze spaleniem zakładu produkcyjnego. Wyjaśnia, że zaproponował pracownikom możliwość rozwiązania umów o pracę za porozumieniem stron z pełnymi odprawami. Ofertę tę miało przyjąć 95 procent załogi spośród osób, które stawiły się do pracy po pożarze. Z pozostałymi firma próbuje się skontaktować.
Choć według zapewnień prezesa spalony zakład spełniał wymogi przeciwpożarowe, towarzystwa ubezpieczeniowe odmówiły jego ubezpieczenia z powodu przetwarzania łatwopalnych materiałów. Chodzi o żywice syntetyczne, z których wykonywane były brodziki prysznicowe.
W związku z tym spółka prawdopodobnie nie będzie w stanie wznowić działalności produkcyjnej. Zarząd stara się zachować miejsca pracy handlowców oraz, na ile to możliwe, zabezpieczyć byt pracowników. W dalszej kolejności będzie regulować zobowiązania wobec kontrahentów.
Oficjalny komunikat prasowy Spółki Schedpol z 1.09.2026