NA ANTENIE: Serwis informacyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Kuba Badach i Dire Straits Symfonicznie: przemiła niespodzianka!

Publikacja: 18.06.2026 g.08:45  Aktualizacja: 18.06.2026 g.08:53 Marcin Żyski
Poznań
Recenzja Marcina Żyskiego.
Kuba Badach i Dire Straits Symfonicznie - Marcin Żyski - Radio Poznań
Fot. Marcin Żyski (Radio Poznań)

Spis treści:

    Z premedytacją nie sprawdzałem wcześniej w sieci, jak to brzmi, nie pytałem nikogo jak się podobało na wcześniejszych występach, jak oni to zrobili, czy to ma w ogóle sens i co na to mógłby powiedzieć Mark Knopfler.

    Chciałem bez spojlerów pokochać albo znienawidzić, ewentualnie wzruszyć ramionami, jeśli przedsięwzięcie okazałoby się nieszkodliwie przestrzelone, co chyba najmocniej brałem pod uwagę. Z drugiej strony za projekt odpowiedzialnych jest trzech muzycznych gigantów: Herdzin, Napiórkowski i Badach, więc nadzieja na muzyczne emocje była jednak żywa.

    I faktycznie - podczas koncertu „Dire Straits Symfonicznie” trafiło się sporo wzruszeń, jedno z nich zapowiedziane nawet wprost przez Kubę Badacha – jedyna kompozycja wykonana bez jego udziału, czyli filmowe, instrumentalne „Going Home” faktycznie wycisnęło łzę, nie tylko u mnie. Skąd on wiedział?

    W otwierającym „Sultans of Swing” usłyszeliśmy więcej tytułowego swingu, niż w oryginale, a wykonany przez orkiestrę słynny gitarowy riff wypadł wyśmienicie. Zaczęli więc niczym Hitchcock, martwiliśmy się więc, czy uda się utrzymać, a nawet stopniować napięcie? Udało się całkiem nieźle – może nie z pomocą oczywistych wyborów w postaci „Money For Nothing” czy „Walk of Life”, nawet nie z „Brothers In Arms”, gdzie początek, owszem, zaczarował, ale pod koniec Marek Napiórkowski przygotował zbyt mocną solówkę.

    Takiego ostrzejszego, gitarowego grania było zresztą więcej – np. w solo do „Romeo and Juliet”, które dla odmiany rozpoczęło się krótkim, jak słusznie zapowiedziano: bajkowym wstępem barokowym. W tym miejscu symfonicznie brzmienie najbardziej oddaliło się od świata Dire Straits, ale tylko na chwilę – artyści podkreślali kilka razy, że są własną młodością związani z muzyką Marka Knopflera i ten szacunek do jego dźwiękowej krainy było wyraźnie słychać.

    Było nawet kilka momentów, w których wydawało się, że walory kompozycji Pana Marka zostały dodatkowo uwypuklone, a wręcz spotęgowane. Najpełniej możliwości orkiestry wykorzystał genialny aranżer i dyrygent (a także świetny i bardzo zabawny konferansjer) Krzysztof Herdzin w takich utworach, jak: nostalgiczne, choć niepozbawione mocy „Your Latest Trick”, w którym nawiasem pisząc Kuba brzmiał prawie jak Lionel Richie, kołyszące i niedoceniane „Ride Across The River” i monumentalne „Private Investigations” (przed którym Badach został zapowiedziany jako... gość obsługujący infolinię).

    Plus utwory z solowego repertuaru Knopflera takie, jak „What it is” (nabrało dodatkowej dynamiki) i „Sailing To Philadelphia” (w oryginale śpiewane pięknie i delikatnie z Jamesem Taylorem, tutaj idealnie nadało się do ich -  jak to określili -  „jazzowych peregrynacji”) oraz na bis skoczna wariacja na temat „Calling Elvis”, połączona z krótkimi solówkami na gitarze, basie i perkusji.

    Good Taste Orchestra pod batutą Herdzina zabrzmiała pięknie i ze smakiem, pozostawiając nawet pewien niedosyt, bo w głowie automatycznie pojawiły się pytania – jak zabrzmiałoby „On Every Street”, jak smyczkowe już w oryginale „Ticket to Heaven”? Przemiła niespodzianka, polecamy uwadze nie tylko miłośnikom talentu lidera Dire Straits.

    https://www.radiopoznan.fm/n/1zLNGd
    KOMENTARZE 0