NA ANTENIE: Kalejdoskop Wielkopolski
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Psieci zamiast synów i córek? Tajwańczycy mówią sprawdzam

Publikacja: 10.02.2026 g.11:31  Aktualizacja: 10.02.2026 g.11:45 Szymon Majchrzak
Poznań
O tym, że młodzi wybierają zwierzęta zamiast dzieci, mówił już w 2022 roku papież. Jego słowa wróciły po głośnym transparencie wywieszonym przez narodowców podczas Marszu Niepodległości. Do tej narracji chętnie nawiązują też publicyści. Niedawno opublikowane badania pokazują jednak, że obawy Franciszka mogły być chybione.
pies wózek psiecko - Hugo Sykes - Pexels
Fot. Hugo Sykes (Pexels)

Spis treści:

    Intuicja wprowadzająca w błąd

    Pogląd zaprezentowany przez papieża może się wydawać intuicyjny. Liczby nie kłamią. Rośnie liczba gospodarstw domowych opiekujących się psem lub kotem, a jednocześnie spada liczba par decydujących się na potomstwo. Franciszek był jednym z pierwszych, którzy wyciągnęli z tego jednoznaczny wniosek. Tak jego wypowiedź z audiencji generalnej w styczniu 2022 roku cytował portal BBC.com:

    „Dzisiaj… widzimy formę egoizmu. Niektórzy ludzie nie chcą mieć dziecka. […] Czasami mają jedno i to wszystko, ale mają psy i koty, które zajmują miejsce dzieci. To może rozśmieszać ludzi, ale to jest rzeczywistość.”

    Z danymi trudno polemizować. Według danych Eurostatu jedynie 25,6 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiada dzieci, podczas gdy psa lub kota ma 49 proc. Zjawisko to widoczne jest we wszystkich krajach Europy.

    Na tej podstawie łatwo wyciągnąć mylne wnioski. W narrację zaproponowaną przez papieża Franciszka wpisał się transparent wywieszony przez uczestników ostatniego Marszu Niepodległości. Jego treść alarmowała o niskim wskaźniku urodzeń, wykorzystując jako argument hasło:

    „Kotki i psiecka nie zastąpią ci dziecka”.

    Zdjęcie transparentu w mediach społecznościowych udostępnił wicemarszałek Sejmu i lider Konfederacji Krzysztof Bosak.

    Ten sposób myślenia bywa też powielany w poczytnych mediach. W jednym z artykułów opublikowanych w sobotę na portalu Opoka.pl, a powielonym z „Naszego Dziennika”, czytamy:

    „Humanizacja zwierząt jest dziś powszechnym zjawiskiem. To nie tylko słynne psieci zajmujące miejsce synów i córek...”

    Instynktowne wnioski na pierwszy rzut oka wydają się trafne. A jednak.

    Tajwańczycy sprawdzili

    Naukowcy z tej części świata sprawdzili, czy rzeczywiście istnieje korelacja między liczbą niemowląt a posiadaniem psa, które Tajwańczycy chętnie wyprowadzają wkładając do dziecięcych wózków. Wyniki tej analizy opisali dziennikarze „National Geographic”.

    Badacze wykorzystali rządowe dane podatkowe z milionów gospodarstw domowych, analizując momenty rejestracji zwierząt i narodzin dzieci.

    Okazało się, że posiadanie zwierząt - a zwłaszcza psów, nie oznacza rezygnacji z posiadania dzieci. Wręcz przeciwnie: osoby, które rejestrowały psy, w ciągu kolejnych kilku lat znacznie częściej rejestrowały także dziecko. Opieka nad zwierzęciem nie była więc „zamiast”, lecz raczej poprzedzała decyzję o posiadaniu potomstwa.

    Zastrzeżenia, które nie unieważniają wniosków

    Oczywiście nie można pominąć kontekstu geograficznego. Wychowani w wschodnioazjatyckiej kulturze mieszkańcy Tajwanu różnią się od Polek i Polaków na wielu płaszczyznach. Funkcjonują w innym systemie ochrony zdrowia i w odmiennych warunkach mieszkaniowych niż obywatele państw Starego Kontynentu.

    Z tych i wielu innych powodów trafność przenoszenia wyników badań na europejski grunt jest trudna do oszacowania, ale z pewnością nie zerowa. Problemy demograficzne wydają się bowiem tożsame, a próba odpowiedzi na pytanie o ich genezę jest zdecydowanie mniej jednoznaczna niż sprowadzanie jej do humanizacji zwierząt.

    https://www.radiopoznan.fm/n/NgRHgM