Czy Wielka Brytania zalegalizowała aborcję?
Filmy z udziałem tych zwierząt podbijają internet i zdobywają miliony lajków. Pokazują one przedstawicieli fauny w nieprawdziwych sytuacjach. Przykłady:
Prof. Hanna Mamzer z UAM, specjalistka z dziedziny dobrostanu zwierząt, socjolożka i psycholożka, badaczka relacji międzygatunkowych (ludzie – zwierzęta) nie ma wątpliwości, że mogą one być niebezpieczne.
To są materiały prezentujące fikcyjne wyobrażenia na temat tego, jak funkcjonują gatunki pozaludzkie; one tworzą mylną wizję tych gatunków. Tworzą pozór, że mamy do czynienia z niby-ludźmi, którzy myślą tak jak ludzie, którzy funkcjonują tak jak ludzie, i którzy mają takie relacje, jakie mają ludzie. W prawdziwym świecie tak oczywiście nie jest. Ze względu na specyfikę gatunkową różne gatunki mają różne relacje, różny sposób percepcji świata, inny niż mają ludzie
– wyjaśnia Radiu Poznań prof. Mamzer i dodaje:
Przekładanie myślenia ludzi i tego, jak funkcjonują ludzie na zwierzęta, czyli na przykład tworzenie takiej iluzji, że dzikie zwierzę przychodzi do człowieka po pomoc dla swojego dziecka, dla swojego potomstwa, to jest nadużycie.
Filmy z udziałem zwierząt robią prawdziwą furorę w mediach społecznościowych i w różnych komunikatorach. Lajki, wyświetlenia idą w miliony, komentarze – w tysiące. Z komentarzy jasno wynika, że wielu odbiorców wierzy w treści pokazane w tych filmach.
Niestety ze względu na to, że te filmy wytworzone przy użyciu sztucznej inteligencji są bardzo barwne, atrakcyjne wzrokowo, to przyciągają uwagę. Dla człowieka jako gatunku wzrok jest kluczowym zmysłem, więc niestety te materiały bardzo mocno nas na sobie koncentrują. Tworzą takie wręcz niemożliwe do odróżnienia od rzeczywistości obrazy, opowieści i historie na temat dzikich zwierząt
– komentuje prof. Hanna Mamzer.
Badaczka z UAM nie ma wątpliwości, że takie nagrania „przedstawiają kłamstwa jako coś, co jest prawdziwe".
Jej zdaniem może to prowadzić do niebezpiecznych sytuacji.
Mogę sobie wyobrazić, że ktoś naprawdę uwierzy, że kot domowy jest w stanie odgonić od dziecka niedźwiedzia czy lamparta. I to się może skończyć tragicznie, bo jeśli ktoś pomyśli, że jego kot uratuje go przed atakiem dużego drapieżnika, to ten ktoś nie potrafi właściwie ocenić realnego niebezpieczeństwa
– wywodzi poznańska psycholożka w rozmowie z Radiem Poznań.
Z drugiej strony komentatorzy zwracają uwagę, że widz filmów, w których dajmy na to niedźwiedź prosi człowieka o pomoc, a potem serdecznie mu dziękuje, tuląc się, liżąc i łasząc, może nabrać przekonania, że drapieżne zwierzęta są miłe, że każde można pogłaskać. Jest to groźne szczególnie dla dzieci oglądających tego typu nagrania.
Dzikie zwierzę zawsze pozostaje dzikie. Może być nieprzewidywalne, impulsywne, silnie reagować na stres. Przedstawianie ich jako „pluszaków” nie tylko tworzy złudzenia u dorosłych – wpływa też na dzieci, które nie mają zdolności refleksji i weryfikacji treści. A rozczarowanie, gdy ich kontakt z realnym zwierzęciem wygląda inaczej niż w filmach, to najmniejszy z możliwych problemów
– pisze na łamach Miesięcznik Dzikie Życie Izabela Kadłucka, członkini Krajowej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Choć filmy na pierwszy rzut oka wyglądają na „prawdziwe”, to tak naprawdę zwierzęta na nich nie zachowują się naturalnie, a dodatkowo można się w nich dopatrzyć roboty AI.
Znawcy zwierząt zwracają uwagę na to, że:
Na wielu filmach widać zamieranie i sztywność ciała, oblizywanie się, mlaskanie, ziewanie, odwracanie głowy (sygnały wysyłane, by uniknąć zagrożenia), dyszenie mimo braku wysiłku czy nienaturalne pozycje – np. leżenie na plecach, całkowita bezwładność
– pisze w poście na portalu społecznościowym Robert Maślak, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Bywa, że przy dokładnym przyjrzeniu się zwierzętom z tych filmów nie zgadzają się detale anatomiczne (np. liczba palców u kończyn, kształt uszu lub nietypowe tekstury futra, które mogą się nienaturalnie zmieniać w ruchu).
Ruchy zwierząt w filmach AI często wydają się zbyt płynne albo też przeczą prawom grawitacji.
Wśród szkodliwych skutków dystrybucji takich filmów w internecie eksperci wskazują także ich potencjalny wpływ na nielegalny handel dzikimi zwierzętami.
Prof. Hanna Mamzer (UAM) zwraca przy tej okazji uwagę na problem o wiele szerszy.
Tego rodzaju filmy są dezinformacją i fake newsami. Kiedyś w przekazach opieraliśmy się na słowie, dzisiaj opieramy się bardziej na obrazach, a sztuczna inteligencja w tym bardzo pomaga. Mogę tu jedynie rekomendować szukanie informacji w rzetelnych źródłach, merytorycznych, czyli po prostu naukowych.Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że trudno przeciętnemu odbiorcy umieć ocenić, czy dane źródło jest rzetelne, czy nie. Ponieważ w tej chwili powstaje mnóstwo fundacji i organizacji, stwarzających pozór bycia instytucjami naukowymi, a takimi nie są. Z drugiej strony my sami jesteśmy podatni na taki przekaz obrazem, a często nie weryfikujemy tej wiedzy w rzetelnych źródłach
- mówi prof. Mamzer.
Zdaniem badaczki poruszana tu kwestia ma też związek z kwestią społecznego zaufania do nauki i jej osiągnięć.
„Problem polega też obecnie na tym, że mamy erozję autorytetów, więc przeciętny odbiorca nie ma zaufania do przekazów merytorycznych, ludziom się wydaje, że wszystko wiedzą, że wiedza naukowa jest zbędna, że wszystko można sprawdzić w internecie. A to nie jest oczywiście prawda” - kończy prof. Hanna Mamzer.