Prokuratura oskarżyła 44-letniego Łukasa W. o poczwórne usiłowanie zabójstwa. Mężczyzna w sądzie nie przyznał się do winy. Nie chciał dziś mówić o samym zdarzeniu. Sędzia Tomasz Borowczak odczytał wyjaśnienia oskarżonego ze śledztwa.
To oni mnie zaatakowali, a ja się tylko broniłem. Gdy byłem w domu przyszła do mnie żona i powiedziała, że coś się dzieje przed domem, że są cztery samochody. Dlatego wziąłem broń. Nie wiem, ile strzałów oddałem. Najpierw strzelałem w powietrze, potem starałem się strzelać w nogi
- mówił oskarżony w śledztwie.
Poszkodowanymi w tej sprawie są czterej mężczyźni, którzy podjechali pod dom rusznikarza. - Jeden został postrzelony w brzuch, drugi w rękę - zaznaczył pełnomocnik pokrzywdzonych adwokat Barbara Pałetko-Gawęda.
Obrażenia w postaci urazu nerki, w postaci urazu kręgosłupa. Są to obrażenia znaczne. Drugi z moich klientów został postrzelony w rękę. Obaj do tej pory odczuwają skutki tego zdarzenia. Co do psychiki - ja myślę, że nie da się zapomnieć tego, co tam się wydarzyło
- stwierdził.
Narkotyki warte 300 tysięcy euro wjechały do Polski i zaginęły. Oskarżony miał być pośrednikiem w ich przewozie. Według prokuratury strzelanina w Smogorzewie to były porachunki gangsterskie.
Na kolejnej rozprawie ma zeznawać Piotr S. - właściciel dyskoteki w Świebodzinie, który razem z ochroniarzami klubu, przyjechał pod dom rusznikarza.
Dziś sąd dopytywał jednego z ochroniarzy, po co pojawili się w Smogorzewie. Mężczyzna odpowiedział: "Nie chcę już o tym myśleć. W chwili obecnej nie chciałbym tam w ogóle być. Nie potrafię tego ocenić racjonalnie. Chcę to już zamknąć i mieć za sobą".
Czytaj także: Rusznikarz odpowie za poczwórne usiłowanie zabójstwa. Grozi mu dożywocie