Ulga po nieprzespanych nocach – tak o swojej podróży do domu mówią pasażerowie lotu z Dubaju, który przed godziną 9.30 wylądował w Poznaniu.
Blisko 300 uczestników wycieczki do Wietnamu w sobotę utknęło na Bliskim Wschodzie. Wczoraj wieczorem dowiedzieli się, że mają 40 minut na spakowanie rzeczy. Relacjonowali, że start samolotu przebiegał w dramatycznych okolicznościach. Do Poznania dotarli z prawie 3-godzinnym opóźnieniem.
- W momencie wylotu dowiedzieliśmy się od kapitana, że nie ma nikogo na wieży i że lot nie się nie odbędzie.
- Podobno jakiś odłamek rakiety, obsługa uciekła. Zostaliśmy sami na płycie lotniska, bo wieża uciekła. Kapitan się kontaktował prywatnie z ich telefonami, nikt nie odbierał, ale jak już podstawili schody, że mieliśmy wysiadać, to potem się okazało, że jednak polecimy
- mówili podróżujący.
Za pasażerami porannego lotu kilka nieprzespanych nocy.
- No widzi pan, łzy w oczach. Czekam na syna. Emocje są ogromne.
- Mieli wrócić w sobotę, ale przedłużyło się trochę międzylądowanie z Wietnamu.
RP: Ale teraz słyszę, że oddycha pan z ulgą.
- Tak, na pewno.
RP: Spała pani dzisiaj?
- W ogóle.
Wszyscy pasażerowie z Dubaju opuścili już Ławicę. W środę do Poznania powinny dotrzeć kolejne samoloty z Dubaju. Lądowania zaplanowano na 11:50 i 12:50.