- Najwięcej pożarów wybucha w prywatnych domach, czyli tam, gdzie czujemy się najbezpieczniej i zapominajmy o potencjalnych zagrożeniach - mówi rzecznik prasowy Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Koninie Sebastian Andrzejewski.
Cały czas apelujemy o wyposażenie swoich domów w czujniki dymu, w czujniki tlenku węgla. Dodajmy, że już jest obowiązek powszechny wyposażenia naszych domów w te czujniki, natomiast czas, który tutaj nas przepisy obligują, to jest 1 stycznia 2030 roku. Zachęcamy, żeby nie czekać i w czujnik wyposażyć się już teraz
- apeluje rzecznik.
Sebastian Andrzejewski dodał, że w ubiegłym roku na terenie Konina i powiatu konińskiego doszło do 21 interwencji, w których czujnik dymu lub czujnik tlenku węgla poinformował o zagrożeniu i być może przyczynił się do uniknięcia tragedii. Podkreślił, że wybuchają one często z winy człowieka, np. nie czyścimy przewodów dymowych.
Nieumyślne spowodowanie pożarów. Mamy np. wady instalacji, zaprószenia ognia czy też podpalenia. Ten rok jest już dla nas bardzo tragiczny, jeżeli chodzi o statystyki. Praktycznie codziennie wyjeżdżamy do zdarzeń. Wiadomo, te mrozy są troszeczkę większe niż w poprzednich latach. Te statystyki są zatrważające. Od początku tego roku praktycznie codziennie, nawet nie raz, dwa razy dziennie wyjeżdżamy do pożaru sadzy w kominie w prywatnych domach mieszkalnych
- wylicza Andrzejewski.
Konińscy strażacy odnotowali w ubiegłym roku niespełna 2 tysiące zdarzeń. To nieznacznie mniej niż w 2024 roku.