CZYTAJ TEŻ: Tragedia nad jeziorem w Wągrowcu. Prokuratura bada okoliczności śmierci dwóch nastolatków
W studiu Radia Poznań ratownik Bartłomiej Banachowicz z fundacji re.akcja podkreślił, że statystyki są jednoznaczne - na strzeżonych kąpieliskach do takich tragedii dochodzi niezwykle rzadko.
Toniemy w miejscach, które dobrze znamy. Toniemy w miejscu naszego zamieszkania - nie nad morzem, a gdzieś w okolicznym stawie, gdzieś nad jeziorem, na które jeździmy od 20 lat. To są te miejsca, gdzie nie zachowujemy ostrożności, gdzie wyłącza nam się świadomość zagrożenia
- tłumaczył Banachowicz.
Ratownik podkreślił, że w rzeczywistości tonięcie wygląda inaczej niż na filmach czy w serialach.
Nie ma wołania „ratunku”, ponieważ gdyby ta osoba wołała „ratunku”, to mogłaby nabierać normalnie powietrza, a właśnie o to powietrze walczy
- mówił Bartłomiej Banachowicz, który dodał, że ludzie toną w ciszy.
Ratownik zachęcał, aby do wody nie wchodzić zbyt szybko. Jego zdaniem problemem wśród części osób wypoczywających nad jeziorami wciąż jest też alkohol.