„Rolnik uprawia tam pole, a lampy oświetlają właśnie tę przestrzeń” – napisała radna w mediach społecznościowych i zilustrowała post nocnym nagraniem zaoranej roli oświetlonej LED-owymi latarniami.
W swoim poście radna zadała kilka pytań adresowanych do władz Szamotuł. Kto był inwestorem tego oświetlenia i kto jest jego właścicielem? Kto i według jakich kryteriów wybrał lokalizację, która może zwiększyć wartość prywatnych działek? Czy lampy są podłączone do gminnej infrastruktury oświetleniowej, a jeśli tak – kto ponosi koszty energii i konserwacji?
Na większość tych pytań otrzymaliśmy odpowiedź od burmistrza Piotra Michalaka.
Według włodarza Szamotuł była to inwestycja wpisana do budżetu. Końcówka ulicy, gdzie świecą latarnie – a właściwie świeciły, o czym za chwilę – to działki budowlane, które ich właściciele udostępnili rolnikowi, bo jeszcze się tam nie budują.
Rolnik wszystko przeorał, łącznie z drogą gruntową, i efekt jest taki, że można napisać o oświetleniu w polu
– napisał burmistrz.
Dodał, że lampy są tam wyłączone, a były zapalone po wykonaniu inwestycji. Tymczasem według radnej nie zapaliły się dopiero po jej poście, ale paliły się od kilku miesięcy.