Ich matka, 24-letnia kobieta wybiegła z objętego pożarem mieszkania, żeby wezwać pomoc i już do niego nie mogła wrócić, tak silny był dym, który wydobywał się ze środka.
Dzieci z mieszkania wynieśli strażacy. Mimo reanimacji, którą przejęli następnie ratownicy medyczni oraz wezwani na miejsce lekarze z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, dzieci nie udało się uratować.
- Tragedia jest straszna, to jest niewyobrażalna rzecz stracić dwójkę dzieci i to od razu tak to jest coś strasznego.
- Straszne to jest mimo wszystko, tak nagle zaszło, straszna tragedia dla rodziców i wyrazy współczucia dla nich
- mówią wstrząśnięci mieszkańcy Wysokiej.
"Nie mogę dojść do siebie. Dla mnie to dramatyczne przeżycie, tym bardziej, że byłem bardzo szybko" - mówi wstrząśnięty burmistrz Wysokiej, Artur Kłysz.
Jeżeli człowiek widzi małe dzieci, reanimowane przez 15-20 minut przez ratowników, gdzie po prostu no, czekaliśmy na przewrócenie tych funkcji życiowych i no, i nie dało to rady
- dodaje Kłysz.
My to co możemy zrobić, to dać wsparcie rodzinie. Jakiegokolwiek będą potrzebowali. W tej chwili najważniejsze jest zaopiekowanie tych osób, które zostały poszkodowane
– mówi obecny na miejscu tragedii wicewojewoda wielkopolski Jarosław Maciejewski.
Pomocą psychologiczną zorganizowaną przez starostę pilskiego objęci zostali zarówno strażacy, jak i matka dzieci. Okoliczności i przyczyny dramatu, który rozegrał się w Wysokiej, ustala policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Chodzieży.
WIĘCEJ: Dzieci nie udało się uratować. Pożar w Wysokiej z tragicznym finałem