Żeby zagłosować trzeba wziąć urlop – tak o wyborach organizowanych przez Poznańską Spółdzielnie Mieszkaniową mówią jej członkowie.
PSM zrzesza blisko 19 tysięcy ludzi. To mieszkańcy osiedli na północy Poznania. W ostatnich latach walne zgromadzenie spółdzielców było podzielone na pięć zebrań. Tym razem odbędą się dwa, a ich terminy budzą wątpliwości. Posiedzenia, na których zostaną wybrani członkowie rad osiedli i rady nadzorczej, odbędą w piątek i poniedziałek – 17 i 20 kwietnia o 10:00.
Głosujący i kandydaci uważają, że to skandal. "Tu mieszka dużo młodych. Dla nich dostać się w tych godzinach na zebranie jest niemożliwe. Trzeba brać wolne" – żali się mieszkanka osiedla Stefana Batorego. "Dyspozycyjni pozostają jedynie członkowie tzw. klubów osiedlowych, a ich spotkania odbywają się w budynkach spółdzielni" – mówi przewodniczący rady osiedla, Jacek Walczak. "To wygląda tak, jakby wszystko było ustawione" – dodaje seniorka spotkana na osiedlu Bolesława Śmiałego.
Rzeczniczka PSM, Dorota Wesołowska, tłumaczy, że ograniczenie liczby zebrań to m.in. efekt szukania oszczędności. Rok temu ich zorganizowanie kosztowało 140 tysięcy złotych. Dodaje też, że poranna pora to ukłon w stronę większości spółdzielców.
Około 70 proc. naszych członków to osoby w wieku ok. 60 lat. Stąd decyzja żeby rozpocząć zebranie o 10:00. Procedowanie tak dużej ilości punktów jest rozciągnięte w czasie. Dzięki temu ci którzy chcą wziąć udział w obradach, będą mogli uczestniczyć od początku do końca
– przekonuje Dorota Wesołowska.
Zdaniem dziekana Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wskazanie takiej godziny jest zaskakujące. Według dr. hab. Szymona Ossowskiego to reakcja na obowiązujące od niedawna przepisy ograniczające możliwość reprezentowania członków spółdzielni przez pełnomocników. W przeszłości takie rozwiązania bywały wykorzystywane do wypaczania wyników wyborów.
Pewnie władze spółdzielni zdają sobie sprawę, że trudniej będzie zebrać pełnomocnictwa od tych emerytów i rencistów, którzy nie przyjdą. Startujący z list opozycyjnych mają większe szanse. Zakładam, że wybór takiego czasu głosowania jest podyktowany nieuczciwą rywalizacją wyborczą
– uważa dr hab. Szymon Ossowski.
Sprawą zajmuje się Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP.