400 mln na akademiki i brak wniosków. Co blokuje uczelnie w Poznaniu?
Jak relacjonował w Popołudniowej rozmowie Radia Poznań burmistrz Wysokiej Artur Kłysz, strażacy mieli trudności z wejściem do pomieszczenia, w którym przebywały dzieci.
Zabrakło widocznie minut, zabrakło czasu, żeby je odpowiednio wcześniej wyciągnąć z tego mieszkania, żeby ta reanimacja była odrobinę szybsza i prawdopodobnie, wszystko na to wskazuje - bo poparzeń nie było widać - że dzieci zatruły się tym czarnym dymem wydobywającym się z tego mieszkania
- wyjaśnia.
Według gościa Popołudniowej rozmowy, do wybuchu ognia nie doprowadziła awaria ogrzewania w budynku.
Zawsze pierwsza myśl to kopciuchy czy kozy, które stoją jako ogrzewanie, ale tutaj to nie miało miejsca, bo to normalny budynek wielorodzinny, ogrzewany gazem, więc wydaje się, że to w miarę bezpieczne ogrzewanie
- stwierdził.
Burmistrz Artur Kłysz podkreślił, że na razie nie udało się ustalić chociażby wstępnej przyczyny wybuchu pożaru. Jak przekazał włodarz Wysokiej, żadna z ewakuowanych rodzin nie może wrócić do mieszkania. Wszyscy spędzą noc u rodziny i gmina nie musi dla nikogo organizować lokalu.
W najbliższym czasie najważniejsza będzie pomoc psychologiczna dla rodziców zmarłych dzieci oraz strażaków biorących udział w akcji.
CZYTAJ: Wybiegła po pomoc, nie mogła już wrócić. Tragiczny pożar domu w Wysokiej