NA ANTENIE: Mała czarna
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Siostra Rosetta, jej głos i gitara - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 03.04.2026 g.13:01  Aktualizacja: 03.04.2026 g.09:30 Ryszard Gloger
Poznań
W internetowej sieci dzieje się tak dużo, że można stracić poczucie czasu. Kursując ścieżkami muzyki, nie trudno wpaść w swoisty trans. Tu muzyk opowiada coś o nowym utworze, uznany instrumentalista - niczym iluzjonista - zdradza jak zagrać niczym akrobata. Melomani jeden przez drugiego, chwalą się, że nadal kupują płyty, winylowe i kompakty. Słuchają i przeżywają. Czasem fotografują okładki wydawnictw jak trofea. Potrafią szukać do skutku, czegoś wymarzonego i pożądanego. To pocieszające, że nie wszyscy żyją tu i teraz, lecz sięgają po skarby z przeszłości.
Sister Rosetta Tharpe „Live In France – The 1966 Concert In Limoges” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Stosunkowo niedawno ukazała się płyta z zapisem koncertu jedynej takiej artystki Sister Rosetty Tharpe. Koncert odbył się we Francji, w Grand Theater w mieście Limoges w listopadzie 1966 roku. Minęło raptem 60 lat i taśmy leżące w jakimś kartonie lub w szafie, ożyły świetną muzyką. Śpiewała głównie muzykę kościelną, określaną terminem gospel. Sister Rosetta Tharpe była jedną z najpopularniejszych wokalistek i gitarzystek XX wieku. Była córką Katie Bell Nubin, znanej aktywistki kościelnej znanej jako Mother Bell. Urodziła się w Arizonie w 1921 roku. Rosetta jeździła z matką na wszystkie ważne zgromadzenia kościelne na południu USA. Kiedy miała 6 lat przeniosła się z matką do Chicago, gdzie zadebiutowała grając na gitarze i śpiewając przed tysiącem parafian. Wkrótce występowała w objazdowym zespole P.W.McGhee. Podziwiano jej silny głos i duże umiejętności gry na gitarze, porównywane do bluesmana Big Billa Broonzy’ego. W 1938 podpisała kontrakt z wytwórnia Decca, dla której nagrała popularne utwory „Rock Me”, „That’s All” i najbardziej znaną „This Train”. Charyzmatyczna osobowość nastoletniej artystki spowodowała, że zapraszali ją do współpracy znani liderzy orkiestr Lucky Millinder i Benny Goodman. Wokalistka potrafiła szybko zapanować nad każdą widownią, występowała w kościołach, na stadionach i w słynnym Cotton Club w Nowym Jorku.

    Producent John Hammond zaprosił Rosettę Tharpe do udziału w koncercie „Spirituals To Swing” w Carnegie Hall w Nowym Jorku. W 1960 odniosła sukces dwoma koncertami w nowojorskim Apollo Theatre. Powoli odzyskiwała dawną popularność, ponownie pojechała na koncerty do Europy razem z Muddy Watersem. W 1967 wystąpiła na Newport Folk Festival i wróciła do współpracy z wytwórnią Savoy. Trzy lata później podczas tournee w Europie przeszła zawał serca, a w wyniku komplikacji amputowano jej nogę. W 1972 powróciła do występów wspólnie z grupą The Nightingales. Zmarła w dniu zaplanowanej sesji nagrań dla wytwórni Savoy w październiku 1973 roku. Z dzisiejszej perspektywy wiemy już, że artystka nie ograniczała się do wykonywania pieśni gospel. Z biegiem lat poszerzyła repertuar o bluesa, rock and rolla i swing.

    Wcześniej sympatycy artystki mogli zapoznać się z dźwiękowymi dokumentami z częstych wizyt Rosetty Tharpe we Francji. Wystarczy przywołać płyty „Live In Paris” i „Live At The Hot Club De France”. Ostatnie wydawnictwo eksponujące fantastyczny koncert w Limoges, jeszcze raz dobitnie ukazuje jakiej klasy artystką była Sister Rosetta Tharpe. Tamtego wieczoru w Grand Theater wystąpiła solo. Śpiew, a także akompaniament gitary elektrycznej samej artystki. I to wszystko.

    O tym, że miała charyzmę, słuchacz jest przekonany już po pierwszym utworze „This Train”. Siostra Rosetta śpiewa z wielkim zaangażowaniem, jej głos ma wielką siłę, a śpiew zróżnicowaną dynamikę. Kolejne utwory dowodzą także o rozległym repertuarze. Po kilku pieśniach kościelnych, śpiewaczka wplata własną piosenkę „Moonshine”, a nieco później sięga po standard jazzu tradycyjnego „When The Saints Go Marching In”.

    W jej muzyce mimo ascetycznej instrumentacji jest niesłychana moc. Umiejętności gry na gitarze i błyskotliwa technika sprawiają, że koncert jest spektakularny. Po 13 utworze „Traveling Shoes”, aplauz jest frenetyczny. Nawet bez obrazu czuć, że to moment określany jako „standing ovation”. To trzeba bardzo docenić w przypadku wyrobionej i zwykle wymagającej publiczności francuskiej. Artystka serwuje potem jeszcze 8 kolejnych utworów.

    Koncerty tego typu z pojedynczym artystą na scenie to ogromne wyzwanie dla wykonawcy i słuchaczy. Płyta „Live In France–The 1966 Concert In Limoges” dowodzi, że był to wieczór artysty wielkiego formatu i silnej osobowości muzycznej.

    https://www.radiopoznan.fm/n/st6t8M
    KOMENTARZE 0