Ta książka, wciągnęła mnie swoim klimatem, ciszą, poczuciem, że coś jest tu nie tak. I trzymała w napięciu właśnie dlatego, że do samego końca nie miałam pewności, czy to historia o ludzkich tajemnicach, czy o czymś, co wymyka się racjonalnemu wyjaśnieniu…
Na południu Podlasia przepada czteroosobowa rodzina. Dom wygląda tak, jakby wyszli tylko na chwilę - żadnych śladów walki, żadnych świadków. Policja próbuje to uporządkować, znaleźć racjonalne wyjaśnienie, mówi się o rodzinnej tragedii. Tyle że nic się tu do końca nie zgadza.
Bardzo szybko w tej sprawie zaczyna „pracować” miejsce. Dom na uboczu, blisko lasu, i historia, którą mieszkańcy pamiętają albo wolą pamiętać po swojemu. Trzydzieści lat wcześniej wydarzyło się tu coś, o czym nie mówi się wprost. Zamiast faktów są opowieści o kobiecie - wiedźmie, o złu, o czymś, co zostało w tym miejscu. I o śladach, dosłownych, które mimo kolejnych warstw farby wciąż wracają na ścianach starej chaty, układając się w kształt pazurów.
Im dalej w tę historię, tym trudniej oddzielić jedno od drugiego, czyli to, co naprawdę się wydarzyło, od tego, co dopowiedzieli ludzie. Śledztwo nie tyle prowadzi do odpowiedzi, co odsłania kolejne warstwy milczenia, niedopowiedzeń, strachu. Bo w małych społecznościach nic nie znika do końca, nawet jeśli przez lata nikt o tym nie mówi.
„Ślady” Pauliny Cedlerskiej to nasz Tytuł tygodnia. Książkę wydała Filia.