Poranne dojazdy do pracy mają swój niezmienny rytuał. Te same godziny, te same miejsca i przede wszystkim ci sami ludzie, z którymi nie zamienia się ani słowa. Na peronie 5. spotyka się grupa pasażerów, którzy znają się tylko z widzenia. Iona Iverson, jedna z nich, porządkuje ten świat po swojemu nadając współpodróżnym przezwiska, które zastępują prawdziwe imiona, np. „Podejrzanie-Miły-z-New-Malden”, czy „Elegancki-Seksista-z-Surbiton”.
Ten uporządkowany dystans pęka w jednej, nieoczekiwanej chwili. Gdy jeden z pasażerów zaczyna się dusić, sytuacja wymusza natychmiastową reakcję i pierwszy prawdziwy kontakt. To zdarzenie staje się punktem zwrotnym tej historii. Z pozoru incydentalna sytuacja uruchamia proces, który prowadzi do rozmów, wzajemnego wsparcia i stopniowego odsłaniania tego, co dotąd konsekwentnie było ukrywane. Nagle anonimowa grupa zaczyna funkcjonować jako wspólnota.
W kolejnych rozdziałach bohaterowie wychodzą poza przestrzeń peronu i to zarówno dosłownie, jak i symbolicznie. Każdy z nich opowiada swoją historię o samotności, kryzysach, niespełnionych ambicjach, ale też o potrzebie bycia zauważonym. To opowieści różne w tonie i doświadczeniu, które łączy ten sam brak relacji, drugiego człowieka i uważności.
Clare Pooley prowadzi narrację wielogłosowo i z precyzją, pokazując, jak łatwo budujemy obraz innych na podstawie fragmentów i jak bardzo ten obraz potrafi być mylący. „Ludzie z peronu 5” to nie tylko historia przypadkowego spotkania, ale też obserwacja społecznych mechanizmów, od anonimowości wielkiego miasta do momentu, w którym ktoś decyduje się ten schemat przełamać. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.