Ustawa nie regulowała warunków utrzymywania psów w lokalach mieszkalnych. Nie wprowadzała minimalnej powierzchni mieszkania wymaganej do posiadania psa ani nie nakładała na właścicieli obowiązku dostosowywania swoich lokali do nowych zasad. Przepisy dotyczyły wyłącznie zwierząt (nie gospodarskich) trzymanych na uwięzi, czyli na stałe przywiązanych na łańcuchu, linie lub innym trwałym zabezpieczeniu. Jeśli pies przebywa w mieszkaniu, regulacja w ogóle go nie obejmowała.
Podobnie wygląda sytuacja ze schroniskami. W ustawie zapisano jednoznaczny wyjątek: zakaz trzymania psów na uwięzi oraz wymogi dotyczące kojców nie dotyczyły podmiotów prowadzących schroniska dla zwierząt ani organizacji społecznych zajmujących się ich ochroną. Projekt nie nakładał na takie placówki obowiązku powiększania boksów, reorganizacji przestrzeni ani żadnych dodatkowych obciążeń w zakresie metrażu.
Całe zamieszanie wynikało z jednego elementu ustawy: określenia minimalnych powierzchni dla kojców, ale wyłącznie tych stosowanych poza lokalem mieszkalnym, przy domach i na posesjach prywatnych. Ustawodawca chciał w ten sposób zapobiec zastępowaniu łańcucha ciasnym, betonowym "boksikiem" i zapewnić psom trzymanym na zewnątrz minimalny komfort. Nie miało to żadnego związku z mieszkaniami ani z przestrzeniami schronisk, które funkcjonują na podstawie odrębnych regulacji.
Stwierdzenia, że podpisanie ustawy oznaczałoby zakaz posiadania psa w małej kawalerce albo konieczność likwidacji schronisk, są więc nieprawdziwe.