Poznańskie morsy spotykają się nad jeziorem co roku w święta. Dziś weszli do wody tylko na kilka minut, by potem od razu napić się ciepłej herbaty.
-To już jest taka nasza tradycja coniedzielna i świąteczna. Woda ma trzy stopnie Celsjusza. Aby mówić o prawdziwym morsowaniu, różnica temperatur między powietrzem a wodą musiałaby wynosić 10–12 stopni lub jeszcze więcej. Na przykład, gdy na dworze jest minus 10, a woda ma jeden stopień – wtedy dopiero jest efekt.
-To jest mój pierwszy sezon, pierwszy raz mam do czynienia z lodem, więc na pewno wymagało to dziś większej odwagi. Pan pierwszy odważny przeżył, więc można wchodzić.
-Fajnie, bardzo fajnie, chłodniutka woda, lekki mrozik, super. Endorfiny przychodzą, gdy organizm zaczyna się ogrzewać – to jest najfajniejsze uczucie. To taki nasz sport narodowy – trzeba wstawać od stołów i iść coś zrobić
- usłyszeliśmy.
Plaża Łabędzia w Kiekrzu to stałe miejsce morsowania poznaniaków. Spotykają się tam w święta, w Nowy Rok oraz każdą niedzielę.