Urzędnicy korzystają z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, gdzie nie ma danych o autach zarejestrowanych w innych krajach.
"Właściwie nie mamy możliwości ustalenia właściciela" - powiedziała Radiu Poznań rzeczniczka ZDM Agata Kaniewska.
W zeszłym roku około pięciu procent wezwań do zapłaty było wystawionych na auta z obcą rejestracją. To nie oznacza, że wszyscy ci właściciele nie wnieśli opłaty, ale taki procent wezwań jest wystawiany na obce rejestracje
- dodała Kaniewska.
ZDM nie podaje danych, od ilu właścicieli aut z zagranicy udaje się ściągnąć pieniądze.
Kary za brak opłaty w strefie nie są mandatami, a tzw. opłatami dodatkowymi. Kontrole w stolicy Wielkopolski są prowadzone na dwa sposoby.
Po mieście jeżdzą samochody, które odczytują tablice rejestracyjne zaparkowanych aut, a później do właścicieli pojazdów, którzy nie zapłacili za postój, urzędnicy próbują wysłać list. Po ulicach wciąż też chodzą patrole piesze. W tych przypadkach informacja o nałożeniu opłaty dodatkowej jest wkładana za wycieraczkę auta. Część kierowców aut zarejestrowanych z zagranicy może w ten sposób zapłacić karę.
W Poznaniu, który ma jedną z najdroższych stref parkowania w Polsce, opłaty dodatkowe wynoszą 200 lub 350 złotych (w zależności od momentu uregulowania).
Według przedstawicielki Zarządu Dróg Miejskich, problem dotyczy wszystkich aut zarejestrowanych za granicą, także tych z Unii Europejskiej.
Próbujemy wszelkimi metodami dotrzeć do właściciela takiego pojazdu. Jest to trudne. Jeżeli w Centralnej Ewidencji mamy informacje o imieniu i nazwisku, to możemy próbować to ustalić, pisząc do innych urzędów, czy wiadomo, gdzie dany człowiek przebywa lub jaki jest jego adres zamieszkania
- dodaje rzeczniczka ZDM.
Więcej o tej sprawie dziś po godzinie 15.30 w Kalejdoskopie Wielkopolski.
Problem z kierowcami aut na zagranicznych tablicach rejestracyjnych dotyczy nie tylko Poznania, ale całej Polski.
Podobny problem ma Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który obsługuje fotoradary. W tym przypadku kłopoty dotyczą jednak tylko pojazdów spoza Unii Europejskiej.
W zeszłym roku fotoradary wykryły 120 tysięcy wykroczeń, ale wystawiono niespełna 3,4 tysiąca mandatów. W pozostałych przypadkach nie ustalono właściciela auta.
"Problem wynika z braku umów międzynarodowych o wymianie danych" - powiedział Radiu Poznań rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Wojciech Król, który dodaje jednak, że inspektorzy podczas patroli na drogach sprawdzają tablice aut spoza Unii Europejskiej.
Manualnie sprawdzają w systemie, czy pojazd nie jest zarejestrowany na kamerach bądź fotoradarach systemu CANARD. Spotykamy się wielokrotnie z takimi przypadkami, kiedy taki kierujący notorycznie narusza przepisy
- przyznał rzecznik.
Inspektorzy w ten sposób złapali już kierowców, którzy mieli do zapłacenia nawet kilkadziesiąt mandatów za zbyt dużą prędkość lub przejeżdżanie na czerwonym świetle.
W przypadku kierowców aut zarejestrowanych w Unii Europejskiej takich problemów nie ma.
W tej sytuacji działa Krajowy Punkt Kontaktowy, za pośrednictwem którego pozyskujemy dane. Procedura egzekwowania tych kar jest podobna, jak w przypadku egzekwowania kar od właścicieli kierujących pojazdami zarejestrowanymi w Polsce
- dodaje rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Wojciech Król.