Zbigniew Ajchler nie zdradza jeszcze, kto wejdzie do Stowarzyszenia i jak będzie ono funkcjonować. On sam w Porannej Rozmowie Radia Poznań powiedział, że nie chce mieć politycznego gorsetu. Chce unikać sytuacji, w której ktoś narzucał mu, jak ma głosować.
Jestem w takim wieku, że nie będę się zachowywać, jak chorągiewka i będę się starał selektywnie wybierać takie ustawy, do których jestem przekonany. Nie wszystko jest dobre i nie wszystko jest złe. Ja nie chcę być maszynką do głosowania i podnosić rękę tak, jak przywódcy i liderzy partii sobie tego oczekują
- mówi Zbigniew Ajchler.
Polityk zapowiada, że chce być posłem niezależnym. Nie wychodzi jednak ze struktur KO. W Sejmie chce pracować w komisjach rolnictwa i zdrowia.
Zapytany o głosowanie na Rzecznika Praw Obywatelskich powiedział, że omyłkowo oddał głos na Marcina Wiącka, chciał zagłosować za kandydatką PiS Lidią Staroń.
Poniżej pełny zapis rozmowy:
Łukasz Kaźmierczak: Przejrzałem pańską biografię, bo to oczywiście mój obowiązek. Nie jest pan debiutantem, już raz zasiadał pan w ławach poselskich. Zatęsknił pan za Sejmem? Brakowało panu tych potyczek?
Zbigniew Ajchler: Coś w tym jest. Mówią, że pójście w politykę tego typu jest rodzajem hazardu, częściowo pasję. Dla mnie to uzupełnienie działalności dotychczasowej.
Czyli nie miał pan problemu z tym, żeby powiedzieć: "dobrze, wchodzę jeszcze raz do tej rzeki".
Nie miałem problemu. Przywitany zostałem owacyjnie, z serdecznością, zarówno przez kolegów z Prawa i Sprawiedliwości, jak i Platformy Obywatelskiej.
To ciekawy syndrom, że obie strony sceny politycznej pana oklaskiwały. Nie daje to panu do myślenia?
Widocznie mnie lubią i poważają za to, co robiłem.
Jak wygląda pańska przynależność w ławach poselskich? Pański poprzednik był w klubie KO, pan jest jego następcą, czy zasiądzie pan automatycznie w ławach Koalicji Obywatelskiej, czy nie? Deklarował pan podobno, że będzie zasiadał jako poseł niezrzeszony.
Dokładnie tak. Po dużym namyśle podjąłem decyzję trudną dla mnie i trudną dla Koalicji Obywatelskiej.
O tak.
W tej chwili jest liczony każdy poseł.
A oni tracą posła.
Doszedłem do wniosku, że nie chcę mieć gorsetów. Jestem człowiekiem już doświadczonym, nie mam 20 lat, tylko dużo więcej i postanowiłem być niezależnym posłem. Dla mnie to komfortowe i sądzę, że to będzie lepsze, niż do tej pory.
To jest dosyć ciekawe, bo mówi pan, że jednocześnie chce pan zostać członkiem Platformy. Zastanawiam się, czy to w ogóle jest możliwe, żeby pan sobie tak selektywnie wybierał, jak głosować? Że Platforma nie będzie reagować, jeśli jej członek głosuje inaczej, niż reszta PO?
To trudna i skomplikowana rzecz. Podam jeden przykład. Jeśli chodzi o "Piątkę Kaczyńskiego" - jako rolnicy byłoby nie do przyjęcia, żeby zagłosować za likwidacją produkcji, ale w naszym przypadku odbywało się to w ten sposób, że w poprzedniej kadencji KO było przeciw tej ustawie, a raptem, jak wyszedłem z Parlamentu, była za. KO raz głosuje tak, a raz głosuje tak. Co takiego się stało, że mój klub teraz głosował inaczej? Uważam to za sabotaż gospodarczy i na pewno głosowałbym przeciwko. Co zrobili rolnicy, jak oni to kupili, to państwo wiedzą, że ekstremalne niezadowolenie, dochodziło nawet do wylewania gnojówki przed domy posłów. Mówili, że to jest zdrada. W związku z tym narzucanie klubowi decyzji tak ważkich w tym zawodzie jest niedopuszczalne i ja bym się temu nie złamał.
A za Polskim Ładem pan by zagłosował?
Na pewno tak. Nie ma idealnego prawa, nie ma idealnych rozwiązań. W wielu przypadkach to są trudne kompromisy.
Panie pośle, pan mówi, że omyłkowo oddał głos na profesora Marcina Wiącka, kiedy Sejm głosował nad powołaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, a chciał pan zagłosować na kandydatkę Prawa i Sprawiedliwości Lidię Staroń. Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, żeby Koalicja Obywatelska panu to wybaczyła, skoro pan głosowałby na kandydata przeciwnika.
Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: jestem pierwszy dzień w Sejmie. To są emocje i stres, jedni przychodzą i gratulują, inni chcą coś tam wiedzieć, nowe urządzenia, nowy sprzęt, nowa forma głosowania, ale to nie wszystko, to jest taka otoczka. Ale powiem państwu jedną rzecz: jak przyjrzymy się wyborom tej ważnej funkcji, to tam jest prawie jak w kabarecie. Dlaczego nigdy kobieta nie była RPO? Dlaczego nie?
Jest kandydatką PiS, dziś wszystko jest partyjne.
Nie można mówić, że z PiS-u jest be i wszystko jest be, bo tak nie jest. Ja zawsze mówię, gdzie jest produkt, który chciałby kupić wyborca Koalicji Obywatelskiej? Nie potrafimy, jako opozycja wyprodukować takiego produktu, który dałby plusy w sondażach i w ogóle w gospodarce.
Panie pośle, idę o zakład, że za długo pan nie wytrzyma w szeregach Platformy Obywatelskiej. Podejrzewam, że przy trzecim, czwartym takim głosowaniu zostanie pan rytualnie zdekapitowany. Pańska partyjna głowa poleci.
Jak nie sprawdzisz, to nie będziesz wiedział. Kiedyś byłem długodystansowcem. Jestem przyzwyczajony do trudnych sytuacji, do trudnych momentów. Myślę, że sobie poradzę.
Czy powołanie Stowarzyszenia Centrum, które pan proklamował z innym, świeżo upieczonym posłem, Łukaszem Mejzą, jest zapowiedzią stworzenia czegoś zupełnie nowego?
Trudno poznać kolegę Łukasza Mejzę, ale z tego odcinka, z którego ja go poznałem, to człowiek niesamowicie dynamiczny, młody...
O tak, słyszałem jego wystąpienie. Było rzeczywiście mocne.
Jest przygotowany, poukładany, ten poseł mnie fascynuje, w związku z czym postanowiłem zaryzykować i położyć swoje doświadczenie na szali.
To muszę powiedzieć, że jest pan ryzykantem.
My w średnim i dojrzałym wieku robimy czasem błędy, uważamy, że młodzi ludzie to są tumany, to jest nieprawda. Trzeba słuchać czego oni oczekują i, w jakim kierunku zmierzają. Jest nowy czas. Uważam, że moje doświadczenie pracy w zawodzie wskazuje, że jeśli słucham młodych ludzi i biorę to przez pewne delikatne sito, to wychodzi na plus.
Panie pośle, będziecie się poszerzać, czy będzie was dwóch politycznych frików?
Będzie około 8 osób.
To się robi z tego całkiem konkretna siła, o którą można zabiegać.
Dokładnie tak.
Pan pewnie nie poda tych nazwisk. Zapytam inaczej. Krążą takie opinie, Gazeta Wyborcza napisała, że znajdziecie się na zapleczu rządu Zjednoczonej Prawicy, że będziecie w większości wspierać te rozwiązania - tak sugerują dziennikarze.
Można tak sądzić, każdy może swoją teorię pisać. Jeśli chodzi o moją osobę, to jestem w takim wieku, że nie będę się zachowywał jak chorągiewka i będę się starał selektywnie wybierać takie ustawy, do których jestem przekonany.
Trochę pan będzie chorągiewką, bo jeżeli selektywnie, to raz tak, raz tak.
Nie wszystko zawsze jest dobre i nie wszystko zawsze jest złe. Nie na wszystkim się znam. Sam wiek pozwala na to i firmy, które prowadzę, są najlepszą rękojmią na pytania. Zespół, który stworzyłem, daje radę.
Panie pośle, ale politycznie to już chyba pan z każdego pieca jadł chleb. Był pan radnym wojewódzkim z ramienia SLD, członkiem SLD, w poprzedniej kadencji członkiem KO, a teraz będzie pan posłem niezależnym, który jak będzie trzeba zagłosuje za tym, co jest akurat zgodne z linią rządową. To duża ewolucja.
Proszę zobaczyć, jak zmienia się u nas scena polityczna, jakie siły mają wpływ na pewne rzeczy. Ja nie chcę być maszynką do głosowania i podnosić rękę, jak oczekują przywódcy. To jest niewolnictwo, powiedziałem sobie, że nie chcę mieć gorsetu. Zobaczymy, czy mam rację, czy nie. W Polsce mamy parlament na 460 posłów, a decyduje 5, może 10 osób. Nawet nie tyle.
Czyli pana zdaniem reszta to maszynka do głosowania?
No prawie...
Chciałem zapytać o pańską aktywność, którą pan będzie chciał w Sejmie sobą reprezentować. Wiem, że ma pan doświadczenia swoich osobistych zdrowotnych. Stąd komisja zdrowia obok komisji rolnictwa, w których będzie pan zasiadać.
Dokładnie tak, bardzo chcę się skupić na sprawach zdrowotnych. Powszechnie wiadomo, że ludzie, którzy są dotknięci jakąś chorobą, w praktyce działania więcej osiągają... Jaką chorobą? Ja akurat mówię o Parkinsonie, który ma trzynaście twarzy. Stwórca obdarzył mnie tym krzyżem stosunkowo łagodnym, choruję już ponad 20 lat, mogę funkcjonować w pełni, gram w piłkę, niecodziennie to się tak odbywa, ale zdecydowałem, że jestem w stanie podołać tym obowiązkom. To środowisko ludzi chorych oczekuje światełka w tunelu, pomocy i ratunku. Ludzie w Polsce myślą, że choroba Parkinsona to jest tylko drżenie ręki. To byłby luksus, gdyby tak było, są o wiele bardziej skomplikowane mechanizmy, które znam. Poznanie tych rzeczy wymaga pokory. W Europie jesteśmy z Rumunią i Bułgarią w tej dziedzinie.