Pracę zaczął w 1980 roku. Z uśmiechem na ustach wspomina, że po pierwszym dniu miał ochotę zrezygnować, ale został na kolejne dekady, za co dziś podziękowali mu redakcyjni koledzy i koleżanki.
Kiedy zobaczyłem tam dziesiątki kabli i się okazało, że mam w nocy podczas nocnego dyżuru się szkolić w taki sposób, że wszystkie kable mają spaść na ziemię, a ja mam to połączyć na swoje miejsce, to właśnie dlatego chciałem już po paru dniach zwiewać
- przyznał Ryszard.
Wspominając ostatnie dekady, mówił o pracy z taśmami, na których kiedyś nagrywano programy. Ich obsługa potrafiła sprawić znacznie więcej problemów niż używane obecnie pliki cyfrowe.
Tuż przed audycją układam taśmę i te 40 minut audycji spada mi na talerz. Kierownicy redakcji mieli obowiązek przesłuchiwać audycję. I ktoś przesłuchiwał to na magnetofonie montażowym. One miały to do siebie, że bardzo źle zwijały taśmę. Kiedy otworzyłem pudełko, wyciągałem krążek, ta taśma spadła
- dodał.
Ryszard Wojtowicz po przejściu na emeryturę zapowiedział, że nie wyklucza powrotu do Radia Poznań przy okazji pojedynczych nagrań.