Sąd Apelacyjny podkreślał dziś, że z 28-u ran, jakie na ciele miała 65-letnia ofiara, kilkanaście powstało od ciosów nożem. Tym narzędziem zadana została także śmiertelna rana w szyję.
Sędzia Maciej Świergosz w uzasadnieniu wyroku odniósł się także do kontrowersyjnego wniosku poprzedniej adwokatki oskarżonej, która upojonych świadków chciała poszczuć psami, by potwierdzić linię obrony.
Pomysł, żeby napoić dwóch pozorantów alkoholem, wywołać między nimi konflikt, a następnie poszczuć psami w zamkniętym pomieszczeniu, wzbudził uzasadnione zdumienie chyba nie tylko tutejszego Sądu Apelacyjnego.
- zauważył sędzia.
Przeciwko takiemu eksperymentowi była także prokurator. Zdaniem Beaty Trawczyńskiej byłby on niedopuszczalny.
Sam fakt, że osoby miałyby być wprowadzone w stan nietrzeźwości już jest bardzo kontrowersyjne, a jeszcze narażenie ich na sytuację szczególnie niebezpieczną, że działoby się to w obecności też niebezpiecznych psów, jest nie do przyjęcia.
- podkreślała prokurator.
W tej sprawie motywu zabójstwa nie udało się do końca ustalić. Według prokuratury, pijana oskarżona agresywnie zareagowała na wizytę pokrzywdzonej kobiety w swoim pokoju. Chwyciła nóż i zaczęła zadawać jej ciosy.
Oskarżonej groziło nawet dożywocie. Ostatecznie Monika Sz.. spędzi w więzieniu 18 lat. Sąd uznał, że taki wymiar kary będzie odpowiedni ze względu na liczbę zadanych ciosów i bezpośredni zamiar zabójstwa.
Wyrok jest już prawomocny.
Czytaj więcej: