Kilka tygodni temu sąd przesłuchał zgłoszonego przez prokuraturę nowego świadka. Okazał się nim były ochroniarz Gawronika z początku lat 90.. Mężczyzna zeznał, że ówczesny pracodawca rozmawiał z nim o kłopotach z poznańskim dziennikarzem. W rozmowie miało paść nazwisko Jarosława Ziętary i sugestia, że "trzeba go uciszyć".
Oskarżony i jego obrona sugerują, że świadek jest niewiarygodny. Ich zdaniem pił alkohol w pracy, kradł, a na dodatek rzekomo wdał się w romans z nieżyjącą obecnie żoną Gawronika. Kolejni świadkowie to także byli pracownicy biznesmena - kadrowa i szef ochrony firmy.
Dwa lata temu w podobnej sprawie uniewinnieni zostali też byli milicjanci, a następnie ochroniarze Elektromisu. Zarzucano im pomoc w porwaniu i zabójstwie reportera. Do dziś nie odnaleziono ciała i nie wykryto sprawców zbrodni. Śledztwo prowadzone w Poznaniu ślimaczyło się przez lata. Ruszyło dopiero po przeniesieniu do prokuratury w Krakowie.
Młody dziennikarz Jarosław Ziętara zaginął 1 września 92 roku na poznańskim Łazarzu. W swojej pracy interesował się szarą strefą gospodarczą pierwszych lat transformacji. Wiele wskazuje, że został porwany, a następnie skrycie zamordowany.