Wszystkie 19 mandatów przypadło przedstawicielom grupy „Lista Sąsiedzka”. Kandydaci ugrupowania „Wspólne Rataje”, którzy krytykowali obecne władze spółdzielni, przegrali z konkurentami we wszystkich okręgach. Mieszkańcy odrzucili także propozycje zmian w statucie spółdzielni, ograniczających między innymi wynagrodzenie prezesa.
Jeden z kandydatów, Krzysztof Dzierzgowski, stwierdził, że wybory były nieuczciwe i nierówne. Jego zdaniem przełożeni pracowników spółdzielni wydali swoim podwładnym polecenia aby agitowali za kandydatami sprzyjającymi zarządowi.
Według naszych informacji tak to wyglądało. Pracownicy spółdzielni chodzili, agitowali od domu do domu z ulotkami, z informacjami wyborczymi, nas dyskredytując i mówiąc, że my będziemy likwidować spółdzielnię, że będziemy likwidować domy kultury. My to zgłaszaliśmy też do spółdzielni.
- mówi Dzierzgowski.
Rzeczniczka prasowa Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych”, Julia Tritt, stanowczo zaprzecza tym oskarżeniom. Przypomina, że zarząd przeanalizuje materiały publikowane podczas kampanii i na tej podstawie nie wyklucza skierowania zawiadomień do prokuratury.
Jesteśmy tym organizatorem walnego i wyborów. W związku z tym, nie było tego zaangażowania w kampanię z naszej strony. Muszę zaprzeczyć temu, co słyszę w tym momencie.
- przekonuje rzeczniczka.
Przedstawiciel zwycięskiej grupy „Lista Sąsiedzka”, Dawid Kafel, uważa, że wybory zostały przeprowadzone zgodnie z przepisami. Zapowiada, że priorytetem nowej rady nadzorczej będzie uruchomienie aplikacji dla mieszkańców.
Będą mieszkańcy mogli uiszczać opłaty i będziemy o to walczyli, żeby mieli bardziej przejrzyście rozpisane rachunki, które teraz dla wielu mieszkańców są niejasne.
- zapowiada Kafel.
Frekwencja podczas Walnego Zgromadzenia wyniosła 9,5 proc., a w wyborach do rady nadzorczej udział wzięło 8,8 proc. uprawnionych do głosowania.
Sprawie wyborów w SM "Osiedle Młodych" poświęciliśmy także jedno z wydań magazynu interwencyjnego "W punkt".