Polak, Niemiec czy Europejczyk od zawsze pisani byli wielką literą, ale już mieszkaniec miasta – choćby i zasłużonego – musiał zadowolić się małą. Szamotulanin, Śremianin czy Rogoźnianin mógł mieć poczucie, że ortografia patrzy na niego z góry. Od stycznia wszyscy są równi – przynajmniej na papierze.
Nowe zasady są proste: jeśli piszemy o mieszkańcu konkretnego miejsca, używamy wielkiej litery. A więc Wrześnianin z Wrześni, Śremianin ze Śremu, Rogoźnianin z Rogoźna czy Szamotulanin z Szamotuł dostają ortograficzny awans. Wielka litera należy się każdemu – niezależnie od liczby mieszkańców, sukcesów sportowych czy pogody w danym tygodniu.
Powód tej zmiany jest dość przyziemny: dotychczasowe zasady były mało logiczne i trudne do wytłumaczenia. Skoro mieszkaniec państwa zasługuje na wielką literę, to dlaczego mieszkaniec miasta miałby być traktowany gorzej? Język postanowił więc zrobić porządek i przy okazji ukłon w stronę lokalnej tożsamości. Zmiana nie działa wstecz, więc stare teksty nie wymagają nagłej korekty.