NA ANTENIE: TAK JAK TY/KROL
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Ile kosztuje szkolna wyprawka?

Publikacja: 22.08.2012 g.11:52  Aktualizacja: 23.08.2012 g.11:35
Poznań
Niecałe dwa tygodnie zostały do pierwszego dzwonka. Rodzice właśnie zaczęli poszukiwania zeszytów, plecaków, kredek i podręczników. Te ostatnie bywają jednym z najpoważniejszych wydatków w ciągu roku. Zmiany szkolnych programów, konieczność kupienia wielu zeszytów do ćwiczeń pisemnych sprawia, że większość książek nie przechodzi z rocznika na rocznik. Trzeba kupować nowe. A te nie należą do tanich.
Szkoła, tablica, klasa, lekcja - Jacek Butlewski
/ Fot. Jacek Butlewski

Spis treści:

    Ile kosztuje szkolna wyprawka? Czy ta najdroższa jest dla pierwszoklasisty? Ile kosztują podręczniki i gdzie je Państwo kupują? Za co trzeba będzie jeszcze zapłacić we wrześniu w szkole? Czy rząd mógłby ulżyć rodzicom - to pytanie zadamy dziś naszemu gościowi - poseł Platformy Obywatelskiej, Paweł Arndt będzie także wysłucha Państwa opinii i pytań.

    Ile kosztuje przygotowanie dziecka do szkoły? Każdy z rodziców powie, że dużo. Bo koszty z roku na rok są wyższe. Co o szkolnych wydatkach sądzą rodzice, których w jednej z poznańskich księgarni, pytała nasza reporterka? Co na temat cen podręczników mówią księgarze? Czy podręczniki są drogie? Czy są za drogie? Ile trzeba w tym roku wydać na podręczniki?

    Są rodzice, które muszą wydać na podręczniki nawet 800 czy 1000 złotych i nie kwalifikują się do żadnej pomocy materialnej ze strony miasta czy państwa. Mimo, że to prawie 1/3 z pieniędzy, z których utrzymuje się przez miesiąc 4-osobowa rodzina. Oczywiście można spróbować kupić podręczniki używane. Ale to wcale nie takie łatwe i nie zawsze możliwe. Dlaczego nie można korzystać z podręczników po starszym o rok koledze?

    Co rząd możne zrobić, żeby podręczniki były tańsze? Czy można znieść VAT na podręczniki? Czy zmiany programowe w szkołach muszą obciążać kosztami rodziców? Może trzeba uregulować rynek podręczników - by szkoły nie zmieniały zbyt często wydawnictw. Może wybór jest zbyt duży - wiedza przecież powinna być ta sama - musi odpowiadać wymogom programowym - przynajmniej na poziomie podstawowym i gimnazjalnym. Wiadomo, że inaczej jest w szkołach średnich, gdzie młodzież przygotowuje się do matury i studiów.

    Na jaką pomoc mogą liczyć rodzice wysyłający dzieci do szkoły? Dotyczy ona głównie tych najuboższych, bo pomoc państwa ograniczają ostre kryteria dochodowe. Dla rodziców pierwszoklasistów nie może on przekraczać na osobę w rodzinie 504 zł netto, dla pozostałych - 351 zł netto. Jeżeli do pierwszej klasy idzie dziecko, które dodatkowo ma brata, to żeby dostać pomoc w wysokości od 180 do 350 złotych, rodzice nie mogą zarabiać więcej, niż 2016 złotych na rękę. A komplet podręczników kosztuje około 300 złotych. Jest też możliwość pomocy dla rodzin, które już korzystają ze świadczeń rodzinnych. To pomoc jednorazowa - dotacja wynosi 100 złotych. Są też możliwości stypendiów od marszałka oraz stypendiów szkolnych od miasta - to 93 zł miesięcznie. Jednak i w tym wypadku rządzi oczywiście kryterium dochodowe - w ubiegłym roku pobierało je 2 tysiące uczniów.

    Na pomoc w zakupie podręczników Państwo wyda w tym roku 128 milionów złotych w ramach programu "wyprawka szkolna". Obejmuje ona  jednak tylko dla uczniów klas 1-4 szkoły podstawowej, klasy 1 ponadgimnazjalnej i uczniów niepełnosprawnych.Czy pomoc rządowa dla rodziców jest wystarczająca? Może można kierować nią inaczej? Gdzie pomoc dla rodzin wielodzietnych, które nie mieszczą się w tych kryteriach dochodowych?

    Dlaczego finansowanie szkół jest wystarczające? Samorządom nie wystarcza na wszystkie inwestycje, dokładają do subwencji, rodzice często sami malują klasy, zbierają się na ksero, na pomoce klasowe. Wiadomo, że wyprawka szkolna kupiona w sierpniu, przed pierwszym dniem szkoły, to nie koniec szkolnych wydatków. Oprócz książek są jeszcze składki np. na komitet rodzicielski oraz inne wydatki - na strój do WF. Czy w Polsce rodzice dużo wydają na szkołę i edukację?

    Polacy chcieliby mieć więcej dzieci - ale brakuje pomocy finansowej dla rodzin, dotyczy to także wydatków szkolnych - często bardzo dużych. I nie chodzi tylko o zasiłki, ale właśnie o tańsze podręczniki, żłobki, o lepsze finansowanie szkół, o niższy podatek na książki do nauki - to wszystko co związane jest z przyjaznym życiem dla rodziny. Czy rządzący robią coś, by poprawić los polskich rodzin, które mają dzieci w wieku szkolnym lub wkrótce będą takie pociechy miały? Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie.

    https://www.radiopoznan.fm/n/
    KOMENTARZE 21
    Rychu 04.09.2012 godz. 10:50
    Miało być "przerzuciłem się od dwóch tygodni na Trójkę".
    Rychu 04.09.2012 godz. 10:49
    Mając dość Rychów i gyngających Stachów przerzuciłem od dwóch tygonii na Trójkę.
    Chyba w czwartkowej południowej audycji na temat, właśnie wyprawek szkolnych, pewien sluchacz powiedział,
    iż w wielu krajach panuje przekonanie, że w Polsce można kupić ustawę już za 3mln. Nie dosłyszalem tylko czy złotych czy dolarów.
    Wielu zaprzyjaźnionych z rządzącymi, ma drukarnie i chce zarabiać, a jak wiadomo ciemny lud coraz mniej książek kupuje i czyta. TV i internet zastępują czytelnictwo, a drukarnie, zwłaszcza te zaprzyjaźnione, z czegoś przecież muszą żyć.
    Za komuny w pierwszych klasach było Ala ma kota, mama kocha Alę, to jest stół,tata ma auto i temu podobne.
    Książki były sprzedawane lub przekazywane z klasy do klasy. Ja dzięki takim prostym tekstom już w wieku 7miu lat czytałem biegle.
    Polscy uczniowie uczeni od początku na takich prostych tekstach wygrywali później konkursy i byli pod względem wiedzy w światowej czołówce.
    Komuś jednak światłe i mądre społeczeństwo bardzo musi przeszkadzać i do pierwszych klas już wprowadza się debilne, a drogie książki z nalepkami, kolorowankami czy wycinankami. Czyli jednorazowego użytku.
    Teksty muszą czytać rodzice, bo są trudne i posiadają wiele trudnych i niezrozumiałych dla pierwszaków słów, a pierwszoklasiści niewiele z nich rozumieją.
    Czytając mojemu synkowi zastanawiałem się co za debile brały udział w komponowaniu tychże podręczników.
    Od dwóch dziesiątków lat rosną więc nam pokolenia koncelebrowanych debili, ze skłonnościami do peregrynacji na zachód w roli pomywaczy czy parobków rolnych.
    Najlepszym zaś dowodem na systematyczne idiocenie młodych pokoleń są coroczne sprawozdania z wyników matur. Z roku na rok jest gorzej.
    Ale za to jak poboźnie.
    jerzy7731 28.08.2012 godz. 06:38
    Skoro ( za RTV - obroty branży podręczników papierowych wycenia się na ok. 1mld PLN / rok ) opracowanie i wdrożenie ukłądu szkoły elektronicznej ( komputery + E-podręczniki GNU GPL ( bezpłątne ) może kosztować np. ok.100mln PLN w obecnym roku ( w następnych latach tylko koszty eksploatacji i usprawnień np. 10mln / rok ).

    W moim przekonaniu: komputery należy odzyskać ze śmieci komputerowych ( urzędy, firmy, ... ) i dozbroić szkoły do poziomu: jeden komputer na troje dzieci domy rodzinne dzieci do poziomu: jeden komputer na rodzinę ( rodzeństwo ). Zapotrzebowanie osobowe w tym celu ok. 1tys. osób w tym roku!?

    Oprogramowanie należy wygenerować w oparciu o dostępne i wyprodukowane już materiały elektroniczne!? Zapotrzebowanie osobowe w tym celu ok. 1tys. osób w tym roku!?

    Co daje mniej więcej 100mln=koszty / 2000=osób co daje na na osobę 50tys wynagrodzenia rocznie!?
    Oszczędności dla kraju ( rodziców ) ok. 900mln / każdego roku ( na województwo ?, rodzica ? )!?

    Dla budżetu jest to obojętne ponieważ rodzice zaoszczędzone tutaj pieniądze wydadzą na inne niezbędne w ich ocenie cele!?
    jerzy7731 27.08.2012 godz. 06:54
    Z uwagi na to, że w koszyku domowym wydatki na szkołę dla dzieci w budżecie domowym stanowią ok. 10% ... 30%
    wprowadzenie elektronizacji szxkoły we formie właściwej reformy potrafiłoby przynieść państwu oszczędności globalne rzędu ok. 5% ... 10% budżetu państwa!?

    Oczywiście odbyło by się to kosztem obecnie zarabiających na szkolnictwie: np. wydawców podręczników papierowych ( straciliby pracę ), .... .

    Jednakże równocześnie rodzice napędzili by inne obszary gospodarki: np. popyt na ziemniaki, inne towary iusługi we wielkości kwotowo równoważnej!?

    Prognozowany tutaj poziom oczędności przewyższa wielokrotnie poziomy pseudo oszczędności: np. w służbie zdrowia, na rencistach i emerytach, .... .
    jerzy7731 25.08.2012 godz. 07:51
    W moim przekonaniu szkoła obecnie powinna wyglądać mniej więcej tak:

    Założenia:

    $ podręczniki, zeszyty: oparte są tylko i wyłącznie o nośniki elektroniczne ( z pewnymi wyjątkami np. blok do rysowania, zeszyt do nauki ręcznego pisania, ..... ).
    $ podręczniki ( nośniki danych encyklopedyczxne ) powinny być oparte o licencje typu: GNU GPL - to znaczy bezpłatne użytkowanie i rozpowszechnianie z możliwością dowolnego drukowania na drukarkach przez dzieci do własnego użytku!?
    $ oprogramowanie powinno być oparte na wykorzystaniu otwartego bezpłatnego systemu operacyjnego np. LINUX
    ( ogromne osczędności w zakupie kosztów oprogramowania ( Lub Windows = Liczba uczniów x ok. 2 x koszt pojedynczej wersji SO lub np. LInux = Liczba uczniów x ok. 2 x 0PLN )
    $ Każde dziecko powinno mieć dostęp osobisty do komputera w szkole ( wspóldzielenie przez ok. 3 uczniów ).
    $ Każde dziecko powinno mieć dostęp osobisty do komputera w domu rodzinnym ( ewentualne wspóldzielenie przez rodzeństwo ).
    $ każde dziecko powinno mieć włąsny PENDRIVE = tornister + ewentualne drobne dodatki /?

    Problem polega obecnie na tym, że:
    @ z powodów utraty PLN nie zgodzi się na to lobby wydawców podrę³czników papierowych + ministerstwo + co niektórzy nauczyciele = mafia interesowna we ww materii!?

    Rychu 23.08.2012 godz. 09:43
    Wczorajsze "w środku dnia" po raz kolejny potwierdziło i udowodniło, że najważniejszymi cechami jakie powinien posiadać Polski Parlamentarzysta (zwany też p osłem), to tupet i bezczelność.
    Udowodnił to wczorajszy gość Radia. Jakiś poseł z PO o staropolskim nazwisku.
    Moje narzędzie pracy z łap mi wypadło, gdy ten facet, po bardzo cennej wypowiedzi ostatniego dzwoniącego - piętnującego fakt, że "posłowie" (chciałoby się powiedzieć bezczelni dorobkiewicze), mimo wysokich diet (ok.10 tys) i sum na utrzymanie biur (ok.13 tys.), bezczelnie wyciągają JESZCZE brudne łapska po pieniądze NA WYPOSAŻENIE tych biur, a tysięcy rodziców nie stać na podstawowe szkolne wyposażenie dzieci - powiedział, że posłów jest niewielu i że jest to wypowiedź populistyczna, opierająca się na błędnych i niesprawiedliwych opiniach. Określił to jednym słowem (którego nie mogę sobie niestety przypomnieć), jakiego posłowie najczęściej używają, gdy ktoś im wypomina nikczemne i niegodne przedstawiciela narodu zachowania.
    Ma szczęście, że nie jestem dziennikarzem i że mnie tam nie było, bo dostałby po gębie i tyle.
    Powiedział też (ten poseł), że p osłów jest niewielu!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Polska: 460 p oslów i 100 senatorów, USA 435 przedstawicieli izby reprezentantów (po naszemu p osłów) i także 100 senatorów.
    Polska – 37 200 000 mln (marzec w 2012) ludności, a USA - 308 771 000 (2010).
    Czyli w Polsce, na jednego karierowicza-nieroba pracuje 66 428,5 ludzi, natomiast w "biednych" USA na utrzymanie jednego takiego mądrali pracuje 577 142 ludzi!!! Prawie 9 razy więcej!!!!!!!
    No cóż. Nasi BIEDNI posłowie (słynne "gówniane pieniądze") prócz wyposażenia w elektronikę (ostatnio tablety), mają jeszcze bezpłatne hulanie (podróże) po Polsce, jak i po świecie, oraz wiele innych darmowych ułatwień.
    Ale i tak jest wciąż mało i wciąż słychać biadolenie, że bida.
    No cóż, tę biedę i udrękę MAŁEJ ILOŚCI polskich Zbawców Narodu należy zmienić i poprawić tak, aby przynajmniej jeden poseł przypadał na tysiąc mieszkańców. Może wtedy będzie lepiej.
    Nie chcę być zgryźliwy, ale jacy dziennikarze tacy goście.
    Chciałbym widzieć tego gościa w programie "Krzywe zwierciadło" z Kubą Wątłym, czy w "Nie ma żartów" z Elizą Michalik.
    Zostałby zjedzony i wydalony szybciej niż koktajl jogurtowo-truskawkowy z kiszonymi ogórkami zmięszany.
    Oczywiście, to nigdy nie nastąpi, bo ten mędrzec nie zostanie tam - ze względu na swoją wielkość i dokonania -zaproszony.

    A tak na poważnie.
    Szkoda, że ten ostatni rozmówca - wyraźnie poddenerwowany - nie powiedział o miliardach jakie pochłania utrzymanie naszego Ukochanego Kościoła Peregrynacyjno-Koncelebracyjnego, z siedzibą w Watykanie.
    Ale może o to chodzi.
    Koszty nauczania rosną w zastraszającym tempie i jednocześnie w przerażającym tempie spada poziom nauczania tegoż, o czym Radio to mówiło, o poziomie tegorocznych np. matur wspominając.
    Podręczniki co roku się zmienia, bo zaprzyjaźnieni z politykami właściciele drukarni MUSZĄ przecież zarabiać.
    W jednych audycjach piętnuje się taką politykę, a w innych mówi się o lepszości nowych podręczników nad starymi. I tak w kółko.
    Naród w rozwoju cofa się i durnieje na potęgę.
    Ale to już od wieków wiadomo, że ciemnym motłochem rządzi się łatwiej i wygodniej.
    O czym aktualnie Polską rządzący wiedzą.
    Od czwartego wieku począwszy, doświadczenie zdobywając i cały świat w ciemnocie, przez 15cie wieków trzymając.

    Dziś w wiadomościach poinformowano o nowych (starych) Herkulesach dla armi i setkach milionów jakie Polska na zbrojenia przeznacza.
    O miliardach na "misje pokojowe" pomilczę.
    Z tego nasuwa się prosty wniosek. Polska powinna zmienić godło i powinien być nim AMOR.
    Mały, durnowaty i z gołym tyłkiem ludzik, ale za to uzbrojony po zęby.
    Piotr 23.08.2012 godz. 07:35
    Tak odnośnie tego co wczoraj napisałem pojawił się artykuł:

    http://m.onet.pl/biznes,bncdt
    Piotr 22.08.2012 godz. 14:17
    Cel tych odwiedzin i ich owoce są chyba wszystkim znane...
    Piotr 22.08.2012 godz. 14:16
    Ciekaw jestem czy nauczyciele, którzy wybierają książki odwiedzani są przez przedstawicieli wydawnictw tak jak odwiedzani są lekarze przez przedstawicieli firm farmaceutycznych...
    Maciej 22.08.2012 godz. 13:59
    Święta racja! Bo wychodzi na to że to nauczyciele są winni tego ze my tak płacimy... kuriozum. Kiedyś szkoły decydowały teraz nauczyciele.

    p.s.
    Odnośnie reklam. Ja również uwielbiam gwarę, uwielbiam tą rozgłośnię. Ale przez te reklamy, może to być pierwsza rozłąka po 20 latach słuchania....
    Michał 22.08.2012 godz. 13:31
    W podręczniki powinny uczniów zaopatrywać szkoły ,rozwiązał by sie problem typu ,że przychodzi nowy nauczyciel i zmienia sobie podręcznik bo ma takie widzi mi się i wszkole obowiązuje kilka podręczników i z roku na rok nie da się ich używać.Gdyby szkoły pokrywały koszty podręczników nie pozwoliły by sobie na taką ekstrawagancję aby nie robić sobie kosztów. Ewentualnie to szkoły narzuczały by konkretne podręczniki które miały by obowiązywać przez parę lat i auczycielenie mogli by narzucać swoich i wtedy mozna by przekazywac podręczniki z roku na rok.
    Piotr 22.08.2012 godz. 13:24
    Podpisują się po poniższym tekstem moje obie ręce i obie nogi.

    Szukałem jakiego sposobu, żeby wyrazić moją niechęć do tych reklam. Tak jak Pan Hajzer stał się twarzą proszku do prania, tak Pan Hałasik jest głosem kopalni.

    Wystosujmy może swoisty apel do Merkurego o zmniejszenie częstotliwości nadawania tych na siłę gwarowanych reklam. Byle apel szedł do Merkurego w Poznaniu a nie w przestrzeń kosmiczną.
    agnieszka 22.08.2012 godz. 12:58
    ja z innej beczki. słucham radia merkury od lat, ale chwilami mam ochotę po prostu zmienić rozglośnie. Ile można sluchac reklamy BM KOBYLIN? jest puszczana średnio chyba co 5 minut. moje dzieci wyłączaja radio jak to slyszą a ja też mam po prostu juz tego dość. rozumiem, reklama, Pan Hałasik, który pięknie gwarą mówi, ale czy one musi iść na antenie z taką częstotliwością? odechciewa się was słuchac przez to!! ile to jeszcze potrwa??
    Maciej 22.08.2012 godz. 12:54
    Ja się zastanawaim cały czas nad tymi wymianami treści podręczników. Zamiast cigle niszczyć lasy proponuje kazać zakupić czytniki i niech oświata udostępnia treści dla szkół.
    Piotr 22.08.2012 godz. 12:47
    Doduś, ale ty pie.....sz głupoty. Gdzie ty żyjesz? Chcesz coś dla dziecka zrobić w weekend to musisz wybulić. Bilet ulgowy do kina dla dziecka 23zł. Dwójka dzieci i dwoje rodziców to jest ponad 100. Bilet rodzinny na pływalnie 60zł. Wiele innych przykładów takich można podać.

    Generalnie jesteśmy ubogim Państwem. Stosunek zarobków do wydatków jest kosmiczny. Za to Państwo Polskie i całe urzędostwo pochłania zdecydowanie za dużo naszych pieniędzy. Partie polityczne z naszych kieszenie. Złodzieje z ZUS i NFZ z naszej kieszeni. Wszystko z naszej kieszeni.
    Pawołek 22.08.2012 godz. 12:46
    Wiele zależy od nauczycieli. Niech się bardziej postarają, żeby rodzice nie musieli kupować tych najdroższych podręczników, niech się w szkole odbywa wymiana od dzieci starszych dla młodszych. Za głębokiej komuny miałem GŁUPIEGO nauczyciela plastyki. Kazał kupić 5 płaskich i 5 okrągłych pędzli w sklepie artystycznym (jedynym wtedy w Poznaniu), do tego farby, kleje, papiery, bajery. Na dzisiejsze pieniądze to byłoby jakieś 700 zł. Moich rodziców nie było na to stać i nie tylko moich, bo może trzy lub cztery osoby miały komplet. Dzieci, które nie miały kompletu były bite w głowę i ciągnięte za ucho. Serio!
    adam 22.08.2012 godz. 12:45
    uczyłem sie wiele lat temu, miałem jedną - czasem dwie książki i do tego zeszyty. co roku był kiermasz ksiażek, sprzedawało się z danego roku, kupowało uzywane od starszych kolegów. po co teraz kolorowe ni to książki ni to ćwiczenia, których to zestawów moje dziecko musi mieć kilka w ciągu roku. jedna ksiażka mogła by kosztować z 30 - 50 zł, obecne ćwiczenia to przynajmniej 200zł. czy jesteśmy głupsi? myslę, że nie ponieważ współczesne osiągnięcia technologiczne mamy dzięki ludziom w wieku 30 - 40 lat, ktorzy właśnie mieli tą jedną książkę na cały rok.
    Doduś 22.08.2012 godz. 12:32
    Zamiast wydawać kupę forsy na ćwiczenia dla dziecka - można książkę pożyczyć od kolegi i skserować ją! Wyjdzie taniej!
    Doduś 22.08.2012 godz. 12:30
    Rodzice narzekają na ceny podręczników, bo w ogóle nie kupują książek. Za to w spożywczaku są w stanie wydać 150-200 zł w weekend nie narzekają. Jest rozwiązanie. Można sobie co miesiąc, przez cały rok odkładać 40-50 zł miesięcznie - to tyle ile kosztuje jedna dobra książka, taka naprawdę droga. Ale z drugiej strony to 4 paczki papierosów i dwie butelki wódki. I jeden wypad na grilla na działkę. Odkładając 50 zł miesięcznie mamy w ciągu roku szkolnego 500 zł - powinno wystarczyć na wyprawkę, a jak nie - to się te 50 czy 100 zł dołoży, ale nie będzie to tak bolało. Książki są w Polsce drogie - to prawda. Albo raczej mają ceny unijne, a my nie mamy zarobków unijnych. W Estonii, w Czechach, na Łotwie zarabiają lepiej niż w Polsce, a on też wyszli z komuny.
    Piotr 22.08.2012 godz. 12:30
    Uczą się inaczej, ale chyba nie lepiej, skoro np 75% dzieci miało poprawkę z matmy.

    A jaka jest przyczyna zmiany podstawy programowej?
    Piotr 22.08.2012 godz. 12:27
    Niech mi szanowny Pan Poseł wyjaśni co takiego zmienia się, z roku na rok, w matematyce, fizyce, historii, biologii, geografii na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjalnej, że trzeba co roku wprowadzać nowe podręczniki.

    To jest dla mnie przegięcie i wielki przekręt. Pamiętam, że ja uczyłem się z podręczników z drugiej a nawet z trzeciej ręki.