Mieszkańcy tłumaczyli, że ich bloki wybudowano zgodnie z przepisami budowlanymi, ale urzędnicy i przedstawiciele firm śmieciowych tłumaczyli, że prawo pracy zabrania wytaczania pojemników w przypadku, jeżeli kąt nachylenia drogi dojazdowej do hali garażowej wynosi więcej niż osiem procent.
Mieszkańcy zaproponowali dziś, by miasto zatrudniło do odbioru odpadów z takich budynków osobną firmę, ale z odpowiedzi Katarzyny Jauksz-Zaleskiej z Urzędu Miasta Poznania wynika, że nie wchodzi to w grę.
Zapytaliśmy mieszkańców, czy wszyscy mieszkańcy chcą ponosić koszty odbioru odpadów z miejsc utrudnionych, gdzie nie ma dojazdu. Odpowiedzi były negatywne, bo te koszty rozłożyłyby się na wszystkich mieszkańców. (...) Jak zlecić usługę, która byłaby niezgodna z przepisami prawa pracy? Urząd nie może rozpisać przetargu i nakazać komuś łamania przepisów prawa pracy
- mówi Jauksz-Zaleska.
Mieszkańcy podkreślali, że obecnie to przedstawiciele wspólnot zajmują się wytaczaniem pojemników, przy czym sami łamią przepisy prawa pracy. W innych budynkach odpady są tymczasowo gromadzone w miejscach, które nie są do tego przeznaczone.
Wiceprezes firmy Remondis Sanitech Poznań tłumaczyła, że w przypadku jej firmy problem obecnie dotyczy około 130 miejsc. Mieszkańcy zarzucali przedsiębiorstwu brak woli do rozwiązania problemu, ale jej przedstawiciele tłumaczyli, że nie mogą łamać prawa pracy.
Dzisiejsza komisja nie przynosi rozwiązania problemu
- stwierdziła na zakończenie radna Sara Szynkowska vel Sęk, która zaproponowała zorganizowanie kolejnego spotkania także z udziałem zastępczyni prezydenta odpowiedzialnej za gospodarkę odpadami.