Rajd dla transplantacji dotarł do Poznania
Czworo śmiałków walczy tam nie tylko z zimnem, ale także z własnymi granicami wytrzymałości.
Pomysłodawcą wydarzenia jest Valerjan Romanowski – rekordzista Guinnessa i ekspert od adaptacji organizmu do skrajnego chłodu. Jak podkreśla, 24-godzinna sztafeta jest projektem rozwijanym od sześciu lat.
W każdym roku odejmuję jedną osobę. Zaczynaliśmy od sześciu osób – jedna była w wodzie, a pięć się regenerowało. Dziś zostały dwa zespoły po dwie osoby. Przez 24 godziny każda osoba spędzi w lodowatej wodzie 12 godzin. Uczyliśmy się reakcji ludzkiego ciała, tego, jakie reakcje są bezpieczne i jak skutecznie się regenerować, żeby mieć optymalną wiedzę i zakończyć ten projekt sukcesem
– powiedział Radiu Poznań Romanowski.
Uczestnicy – dwóch mężczyzn i dwie kobiety – stosują dokładnie opracowaną taktykę. Każdy z nich spędza siedem minut w lodowatej wodzie i siedem minut na regeneracji w ciepłej strefie.
Doświadczenie pokazało, że siedem minut będzie najbardziej właściwe, bo organizm nie wychłodzi się zbyt intensywnie i łatwiej będzie go zregenerować. Najtrudniejszy moment będzie przed świtem, ale zawsze mówimy, że jeśli doczekamy świtu, to znaczy, że nam się uda
– dodaje Romanowski.
Do wydarzenia dołączają także mieszkańcy i kibice, którzy próbują krótkich wejść do lodowatej balii. Jedną z nich była pani Dorota.
Moje maksimum to może 15 minut, więc nie wyobrażam sobie, jak ciało ludzkie może się zaadaptować do tak niskiej temperatury przez tak długi czas
– przyznaje. Jak dodaje, morsowanie w majowym słońcu było zupełnie innym doświadczeniem niż zimowe kąpiele.
Na tę wyjątkową próbę przygotowano trzy tony lodu. Uczestnicy muszą wytrzymać do godziny 9.00 rano w niedzielę.
Organizatorzy zachęcają mieszkańców, by przychodzili kibicować śmiałkom i towarzyszyć im podczas ekstremalnego wyzwania.