We wtorek około godziny 18.30 służby zostały powiadomione o kobiecie, której ciało unosiło się na powierzchni wody w stawie na terenie prywatnej posesji. Strażacy wydobyli ją z wody, a następnie nurek podjął z dna jej 7-letniego syna. Jeszcze wieczorem istniała nikła nadzieja na uratowanie życia poszkodowanych, jednak rano ze szpitala napłynęły tragiczne informacje.
Najpierw, około godziny 6.00, zmarł chłopiec. Kilka godzin później policja potwierdziła śmierć jego matki, która również trafiła do szpitala w stanie krytycznym.
Wróćmy do wczorajszych dramatycznych wydarzeń. Ich dokładnego przebiegu nie znamy. Ustalać go będą policjanci – mówi podkomisarz Łukasz Paterski z poznańskiej policji.
Czy kobieta weszła na taflę lodu z dzieckiem, czy ruszyła na ratunek po tym, gdy dziecko wpadło do wody – na te pytania będą starali się odpowiedzieć policjanci
- zaznacza podkom. Paterski.
O zdarzeniu poinformował służby mąż kobiety, który w wyniku tragedii również musiał trafić pod opiekę lekarzy. Strażacy natychmiast po przyjeździe wydobyli 49-latkę z wody. Po przybyciu specjalistycznej grupy ratownictwa wodno-nurkowego z Poznania na dnie zbiornika odnaleziono 7-letnie dziecko.
Oboje zostali przetransportowani do szpitala. Mimo wysiłku lekarzy nie udało się ich uratować. Policjanci pracowali na miejscu przez całą noc.
Radzewo to niewielka osada zaledwie z kilkoma domami, ale aż czterema sztucznymi stawami. Ten, na którym doszło do wypadku, ma około 60 metrów długości i 25 metrów szerokości.