Według prokuratury, wyrządziła miastu szkodę w wysokości około 70 tysięcy złotych, miała też poświadczyć nieprawdę w dokumentach i przyjąć 17 tysięcy złotych od wykonawcy prac w ogrodzie zoologicznym.
Dziś Ewa Zgrabczyńska mówiła w Sądzie Rejonowym w Poznaniu o medialnym linczu. Przekonywała, że ta sprawa to odwet grupy pracowników ZOO, którzy mieli uzgadniać obciążające ją zeznania. Wielokrotnie wskazywała też na księgową ogrodu, która - jak twierdziła - miała ją wrobić w przestępstwa fałszując faktury.
Moje stanowisko nie zmieniło się od dwóch lat. Wszelkie zarzuty są całkowicie bezpodstawne, bezzasadne. Po skończonej sprawie będę dociekała mojej sprawiedliwości, zadośćuczynienia za krzywdy, które poniosłam
- mówiła Zgrabczyńska.
Prokuratura jest przekonana o winie byłej dyrektor. Wskazuje na mocne dowody. "Już siedem innych osób, które w tej sprawie usłyszało zarzuty, przyznało się do winy" - mówi prokurator Alicja Małasiak.
Głównymi dowodami w sprawie są zeznania świadków, ale także dowody z dokumentów. Wyjaśnienia oskarżonej pozostają w sprzeczności ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym. Łącznie w toku postępowania było przesłuchanych ponad 120 osób
- mówi Małasiak.
Dziś przed rozpoczęciem procesu obrońca oskarżonej złożył wniosek o wyłącznie jawności procesu ze względu na ważny interes Ewy Zgrabczyńskiej. Sąd się na to nie zgodził.
To będzie długi proces. Do przesłuchania jest 76 świadków. W tej grupie są także osoby, które również usłyszały zarzuty. Ich sprawy już się zakończyły lub jeszcze się toczą. Jest wśród nich była księgowa ZOO, której zeznania obciążają Ewę Zgrabczyńską.