W jednej chwili stracili wszystko. Dramatyczny apel rodziny z Kościana
Według niego, dziś w Dubaju jest spokojniej. 3 kilometry od lotniska, gdzie jest nasz dziennikarz nie słychać wybuchów czy odgłosów zestrzeliwania dronów. Te były słyszalne, zwłaszcza w sobotę oraz w nocy z soboty na niedzielę, kiedy krótko po północy czasu lokalnego na telefony przychodziły alerty nakazujące natychmiastowe schronienie i udanie się w bezpieczne miejsce.
Dziś ruch na ulicach tego ogromnego miasta jest mniejszy, niż jeszcze w piątek. Szkoły czy wiele firm działa zdalnie, ale otwarte są centra handlowe, sklepy czy restauracje, działa też metro. Sytuacja trochę przypomina nasz lockdown z czasów pandemii, choć ograniczeń jest zdecydowanie mniej
- relacjonuje Michalkiewicz.
W Dubaju lokalne władze rekomendowały, by turystom, którzy nie mogą wrócić do kraju hotele przedłużały rezerwację na wcześniejszych warunkach. W sąsiednim Abu Zabi mają przedłużać rezerwację na koszt departamentu kultury i turystyki. Nie wszystkie hotele znają jednak te wytyczne.
Władze podkreślają, by śledzić oficjalne komunikaty. Informowano, że w mediach społecznościowych publikowano filmy czy zdjęcia z pożarów z wcześniejszych lat.
Po tym, jak słychać było też tu wybuchy, dość szybko w oficjalnych kanałach w mediach społecznościowych pojawiały się informacje, że było to działanie obrony przeciwlotniczej
- mówi nasz dziennikarz.
Wojsko chwali się też działaniem tej obrony. Na 541 dronów zestrzelono 506, wykryto i zniszczono też dwa pociski manewrujące.
Polskie linie LOT odwołały także jutrzejszy rejs do Warszawy. Pasażerom zaproponowano loty w kolejnych dniach innymi liniami.
W przypadku naszego dziennikarza, lot przełożono na czwartek, ale by było to możliwe musi minąć zagrożenie.