Regulujące ją przepisy są takie same, jak za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy rada mierzyła się z zarzutami o upolitycznienie, a wyłonionych przez nią sędziów zaczęto nazywać "neo-sędziami".
Sędzia Frąckowiak ma nadzieję, że teraz się to skończy.
Sędziowie w większości składu rady reprezentują środowisko sędziowskie, bo zostali przez nie wskazani. A to był główny argument trybunałów europejskich wskazujących na wadliwość KRS.
- mówiła na antenie Radia Poznań.
Ustawa przyjęta w 2017 stanowi, że sędziów zasiadających w Krajowej Radzie Sądownictwa powołuje Sejm. Obóz rządzący zdecydował jednak, że tym razem do rady wybierze kandydatów, którzy uzyskają najwięcej głosów w prawyborach zorganizowanych wśród samych sędziów. Według portalu oko.press w apelacji poznańskiej, obejmującej większość województwa wielkopolskiego, w prawyborach wzięły udział niespełna trzy czwarte uprawnionych.
Zgodnie z prawem na liście sędziów wybranych przez Sejm musieli znaleźć się kandydaci wskazani przez wszystkie kluby parlamentarne, stąd w Krajowej Radzie Sądownictwa zasiedli także: Łukasz Zawadzki (zgłoszony przez Konfederację) i Łukasz Piebiak (zgłoszony przez PiS).
Prokuratura chce postawić sędziemu Piebiakowi zarzuty związane z tzw. aferą hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jako ówczesny wiceszef resortu miał bezprawnie wykorzystywać dane z teczek osobowych sędziów, by zwalczać przeciwników zmian w sądownictwie wprowadzanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Wśród pokrzywdzonych śledczy wymieniają sędzię Monikę Frąckowiak. Sąd Najwyższy od niemal dwóch lat nie rozpatrzył wniosku prokuratury o pozbawienie sędziego Piebiaka immunitetu.