Demonstrujący rozbili wiatę tramwajową i szybę w siedzibie Platformy Obywatelskiej.
Zaczęło się dość spokojnie. Od dwóch do pięciu tysięcy osób - według różnych szacunków - z transparentami, racami i syrenami przeszło ze Starego Rynku na Plac Wolności. Tam przemawiali organizatorzy protestu, a demonstrujący wznosili okrzyki - nie zawsze cenzuralne.
W pewnej chwili padło hasło "wszyscy pod PO" i ludzie ruszyli pod siedzibę poznańskiego biura Platformy przy ul. Zwierzynieckiej. - W tym miejscu zrobiło się niebezpiecznie. Zgromadziło się tam od 500 do 800 osób, Kilku z nich zaczęło rzucać kamieniami w policjantów i w budynek. Policjanci zatrzymali tam kilka osób - mówi Radiu Merkury Poznań rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.
Protestujący obrzucili kamieniami biuro PO i próbowali wtargnąć do budynku. Powstrzymał ich szpaler policji wspierany przez armatki wodne. Spod siedziby PO protestujący przeszli pod Urząd Wojewódzki. W ślad za nimi podążali policjanci wspierani przez opancerzone radiowozy. Sprzed urzędu demonstrujący przeszli ulicami Libelta i Roosevelta w stronę Ronda Kaponiera i dworca kolejowego. Tam policja wylegitymowała niektórych protestujących.
Demonstracja spowodowała duże utrudnienia w komunikacji w centrum Poznania, stanęły tam tramwaje, utworzyły się korki.
Organizatorzy protestu planowali, że demonstracja ze Starego Rynku przejdzie tylko na Plac Wolności i tam zostanie rozwiązana. W rzeczywistości demonstracja zakończyła się w okolicy dworca kolejowego. Uczestniczyło w niej około 2,5 - 3 tys. osób. Do końca protestu pozostało ich kilkaset.
Nie ma informacji o ewentualnych rannych. O sześciu zatrzymanych poinformował Radio Merkury rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu Andrzej Borowiak. "Było to zgromadzenie spontaniczne, niezgłoszone" - podsumował Borowiak. Demonstranci zbierali także podpisy na rzecz nieratyfikowania przez Polskę porozumienia ACTA.
