Ta decyzja jest odpowiedzią na odpalenie na ostatnim meczu ligowym prawie 50 rac. Piotr Florek odpiera zarzut władz klubu, które zamykanie stadionu nazywają zamiataniem problemu pod dywan. I podkreśla: "Klub miał czas i możliwości, by nie dopuścić do wejścia kibiców odpalających race na najbliższy mecz".
Według Piotra Florka, zamknięcie stadionu jest jedyną metodą wywarcia presji na klub. Bo - jak mówi wojewoda - "to właśnie władze Lecha Poznań, a nie policja, powinny wyeliminować pseudokibiców ze stadionu".
Wojewoda przypomina, że podczas meczu, policji na stadionie nie ma, dlatego odpowiedzialność spoczywa na klubie.