K. Ueberhan o ustawie: Prezydent Nawrocki jej nie podpisze ze względów ideologicznych
Dziś Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Macieja M. na dwa lata bezwzględnego więzienia. To kara także za narażenie przypadkowych osób na niebezpieczeństwo, bo klatki i wybiegi z groźnymi zwierzętami nie były odpowiednio zabezpieczone.
"Oskarżony miał pełną świadomość, że jego działalność jest nielegalna" - mówiła sędzia Joanna Rucińska.
Oskarżony - niewłaściwie nadzorowany przez powołane do tego służby weterynaryjne, w odczuciu całkowitej bezkarności, pod pozorem prowadzenia cyrku, nabywał i hodował coraz więcej gatunków zwierząt, w tym takie, których posiadanie było w jego sytuacji zabronione. Przy czym zwierzętom tym nie zapewniał właściwych warunków bytowania
- mówiła Rucińska.
Sędzia podkreślała, że kara dwóch lat więzienia połączona z zakazem posiadania i hodowli zwierząt, będzie sprawiedliwą.
Uświadomi nie tylko jemu, ale także ewentualnym naśladowcom, że popełnienie przestępstw tym z ustawy o ochrony zwierząt i ochronie przyrody, nie popłaca i prędzej czy później prowadzi do właściwej reakcji wymiaru sprawiedliwości
- mówiła sędzia.
Zgodnie z wyrokiem Maciej M. przez 10 lat nie będzie mógł posiadać i hodować wszelkich zwierząt. Będzie musiał także zapłacić dwie nawiązki - jedną w najwyższej możliwej wysokości - stu tysięcy złotych na rzecz organizacji działających na rzecz zwierząt. Oskarżonego nie było dziś w sądzie. Nie pojawił się także jego obrońca. Prokurator nie chciała komentować sprawy.
"Ten wyrok jest ostry, ale on powinien być ostry" - mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.
Spodziewałam się, że to będzie wyrok skazujący, ale nie spodziewałam się, że będzie tak wysoki i to jest bardzo dobre. Takie wyroki powinny zapadać w tak drastycznych, tak kontrowersyjnych sprawach. Ta nawiązka, która została orzeczona, właściwie dwie nawiązki, to są jedne z najwyższych nawiązek, jakie zostały do tej pory orzeczone w Polsce
- mówi Plaszczyk.
"Nie udało się ustalić, skąd zwierzęta przyjeżdżały i gdzie miały trafić" - dodaje Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.
Ten wyrok jest ostry, ale on powinien być ostry właśnie po to, by historia Pyszącej już nigdy się nie powtórzyła i żebyśmy nie musieli się wstydzić w całej Europie, że w Polsce mieliśmy największą tego typu interwencję, że mieliśmy nielegalną hodowlę, w której żyło tak dużo zwierząt, tak cennych zwierząt, w tak złych warunkach
- uważa Plaszczyk.
Proces trwał prawie 7 lat. Tak długo, bo w ocenie przedstawicielki Fundacji Viva, oskarżony celowo go przedłużał. W oddzielnym procesie odpowiadają powiatowy lekarz weterynarii i jedna z lekarek weterynarii, która kontrolowała hodowlę w Pyszącej.
Wyrok nie jest prawomocny i można się spodziewać apelacji oskarżonego. Kara, jaką wymierzył mu sąd, jest taka, jakiej domagała się prokurator.