Myśliwy w ubiegłym roku wyjechał na polowanie do Zimbabwe. Właśnie o miejsce polowania toczy się spór. Myśliwy był przekonany, że wyjeżdża w sprawdzone miejsce, gdzie już wcześniej polował. - Nie sądziłem, że zostałem wysłany tam, gdzie nie ma słoni, w miejsce gdzie nie chciałem jechać - mówił myśliwy w sądzie. Do tej pory był zadowolony z usług poznańskiego pośrednika zajmującego się organizowaniem tego typu imprez. Skorzystał z jego oferty po raz kolejny, mimo że mógł na polowanie pojechać sam, bo znał właściciela łowiska.
Myśliwy do końca był przekonany, że wyjeżdża w wybrane przez siebie miejsce. Korespondował nawet z córką właściciela łowiska, by załatwić dokumenty niezbędne do wywiezienia z Afryki trofeów myśliwskich.
Organizator polowania odpiera zarzuty. Twierdzi, że uprzedził myśliwego, że tym razem polowanie odbędzie się na innym łowisku. Sąd na kolejnej rozprawie chce przesłuchać pozwanego organizatora wyjazdu i zakończyć proces. Wyrok zapadnie prawdopodobnie w styczniu.