Poznań wygrał z Biedronką. Market będzie musiał dostosować szyldy do uchwały krajobrazowej
Obornicki „klasztorek” to w rzeczywistości nie romantyczny domek mnicha, lecz pozostałości poważnej średniowiecznej inwestycji, która z czasem przegrała z historią, pożarami i… rachunkiem ekonomicznym. To resztki klasztoru franciszkanów – jednego z najstarszych obiektów w mieście.
Powstał w XIII wieku i miał wyjątkowego pecha: płonął co najmniej kilka razy, był odbudowywany, a następnie ponownie niszczony. Po rozbiorach uległ sekularyzacji i stracił swoją pierwotną funkcję.
Z czasem stał się zwykłym budynkiem użytkowym. Później – już tylko problemem. Jednym z bardziej mrocznych epizodów w jego historii było udostępnienie go niemieckiemu towarzystwu sportowemu, które – jak mówi regionalista Karol Strzelecki – przygotowywało tu listy proskrypcyjne.
W praktyce była to organizacja młodych Niemców, którzy sporządzali tutaj listy osób przeznaczonych do internowania, a następnie wysłania na śmierć po wkroczeniu Wehrmachtu do Obornik
- podkreślił.
Los budynku przypieczętował pożar z 1993 roku, w którym spłonął dach. Czas i przyroda zrobiły swoje. Dziś klasztorek nie nadaje się do odbudowy – ma zostać uporządkowany i funkcjonować jako tzw. trwała ruina, przeznaczona na wydarzenia plenerowe.
Istnieje jednak pewne ryzyko. Może się okazać, że zalegający wewnątrz gruz stabilizuje konstrukcję i po jego usunięciu mury runą. Na razie klasztorek wciąż stoi.