W lecznicy w użyciu jest 11 tysięcy narzędzi chirurgicznych. Tylko w październiku przeprowadzono tam 970 operacji, do każdej trzeba narzędzia przygotować, przeliczyć, wysterylizować i sprawdzić stan zużycia.
"Do tej pory robiły to pielęgniarki, teraz będą skierowane do innych zadań" - mówi dyrektor prof. Dawid Murawa.
Pewne rzeczy, które były robione na piechotę: liczenie narzędzi, weryfikacja - do mycia, do sterylizacji itd. odliczane, pisane... - to wszystko robi teraz system w kilka sekund. Każda godzina pracy bloku i sterylizatorni, to są konkretne kwoty finansowe. Jeśli chodzi o zwrot kosztów, był poniżej 18 miesięcy w każdym z tych szpitali [w Genewie i Kopenhadze, gdzie taki system już działa - dop. red.] i wzrost efektywności czasu pracy to ok. 30 procent
- mówi prof. Dawid Murawa.
Każde narzędzie chirurgiczne ma chipa, dzięki temu można ustalić, jak często jest używane, sterylizowane czy poddawane konserwacji. I nawet za kilka lat będzie można ustalić, jakim sprzętem był operowany dany pacjent. Wreszcie wyeliminuje to kwestie kradzieży czy zagubienia narzędzi - rocznie ginie w ten sposób około 5 procent takiego sprzętu.
Koszt systemu (kupionego w Danii) to około 3 mln zł. Pieniądze dał Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego. Dyrektor Dawid Murawa liczy, że inwestycja za półtora roku zacznie przynosić oszczędności rzędu jednego miliona rocznie.