Czy wiemy co jemy?
Do wypadku doszło tuż przed rozpoczęciem środowego, wieczornego treningu. Romańczuk zawieszał siatkę w bramce i obrączką zahaczył o jedno z mocowań. Urwał część palca. Piłkarza przewieziono do szpitala w Szamotułach. "Oderwanej części nie udało się przyszyć" - mówi dyrektor szpitala Wiesław Jarnicki.
Na razie Bartosz Romańczuk leży na szpitalnym łóżku z uszkodzonym palcem. Zaraz po wypadku próbowano wezwać śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i przewieźć piłkarza do jednego ze specjalistycznych ośrodków w kraju. Być może wtedy udałoby się oderwaną część palca przyszyć. Śmigłowiec jednak nie przyleciał.
Dlaczego? "Bo w Poznaniu dyżurujemy do godziny 20.00, a do wypadku doszło później" - mówi Justyna Sochacka, rzecznik prasowy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Dziwne to tym bardziej, że od ubiegłego roku wszystkie pogotowia lotnicze w Polsce mają śmigłowce, które mogą latać w nocy. Dlaczego więc nie latają? Pytanie, jak na razie, bez odpowiedzi.