Afryka Nowaka - finał wyprawy
Kiedyś dzielnicowy znał wszystkich, którzy w jego dzielnicy byli z na bakier z prawem. Codziennie szedł na tzw. obchód osiedla, zaglądał w różne zakamarki, odwiedzał meliny, rodziny patologiczne, rozmawiał z pijącymi pod sklepem. Szybko dowiadywał się kto zrobił "włam" czy "skok" i do którego pasera trafiły skradzione"fanty". Samą swoją obecnością "na dzielni" miał zapobiegać ewentualnym zagrożeniom. Oprócz tego pilnował m.in. przestrzegania ciszy nocnej i walczył z chuligaństwem. W tak w teorii jest nadal. Ale czy znamy swojego dzielnicowego? Czy wiemy jak wygląda albo jak się nazywa? Jak to jest z dzielnicowymi w miastach i miasteczkach Wielkopolski? Czy w ogóle kojarzymy osobę dzielnicowego i wiemy czym się zajmuje?
Niby są, a jakby ich nie było. Dzielnicowi, według założeń, mieli być prawdziwymi przyjaciółmi mieszkańców osiedli w wielkopolskich miastach. O takiej sytuacji marzy m.in. Stowarzyszenie zrzeszające mieszkańców osiedla Niesłusz w Koninie. To organizacja, która zasłynęła m.in z tego, że ustawiła atrapy fotoradarów, bo nie mogła się o nie doprosić. Atrapy pełnią funkcję budek lęgowych dla ptaków. Akcję przeprowadzono na rzecz poprawy bezpieczeństwa mieszkańców. O jakim dzielnicowym marzą mieszkańcy osiedla?
W całej Wielkopolsce dzielnicowych jest około 900. To sporo. Iwona Krzyżak zapytała rzecznika wielkopolskiej policji, Andrzeja Borowiaka - dlaczego ich nie widać? Jeszcze dwa lata temu, w Koninie, policja przygotowywała kampanię promująca dzielnicowych. W Koninie policja namawiała wręcz do kontaktów z nimi. Dwa lata temu w ramach akcji "Poznaj swojego dzielnicowego" w lokalnych gazetach, portalach internetowych, na klatkach schodowych pojawiły się ulotki ze zdjęciami, nazwiskami dzielnicowych i numerami ich telefonów komórkowych. Namawiano mieszkańców do kontaktów z nimi - mieli być dostępni przez całą dobę. Czy ta akcja coś dała?
Do niepowodzenia konińskiej akcji przyczynił się m.in. fakt, że policja jest zmuszona do oszczędności i telefony, które kiedyś dano dzielnicowym - właśnie im odebrano. Do dzielnicowych w Koninie nie można się już więc bezpośrednio dodzwonić. W Koninie dzielnicowi, mimo szumnych zapowiedzi nie są już tak dostępni jak planowano. Telefonów nie mają. Ale sposoby na bezpośrednie dotarcie do dzielnicowego są. Jeśli ktoś tylko chce i potrzebuje - tak przynajmniej twierdzi policja. A jak jest naprawdę?
Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie. Czy dzielnicowi są potrzebni? A może tylko straszyli mieszkańców swoją obecnością na osiedlu?
na zdj. wręczenie nagród dla najlepszych dzielnicowych. Hala Arena w Poznaniu