Teraz - jak informują dziś Gazety Wyborcza i Rzeczpospolita - okazało się, że sądowy lekarz, który przygotował opinię - kluczowy dowód w procesie - ma postępowanie dyscyplinarne. Doktor Imraan Jhetam miał nie dopełnić swoich obowiązków - "są wątpliwości, czy rzeczywiście pobrał próbki z miejsc intymnych ofiary" - powiedział Radiu Merkury Mariusz Paplaczyk - obrońca Tomczaka.
"Lekarz nie zrobił też notatki po oględzinach. Na odpowiednich protokołach podpisał się dopiero w tym roku - to niedopuszczalne" - mówi Paplaczyk. Dodał, że nie wierzy Brytyjczykom, bo policja już wtedy wiedziała, że lekarz ma postępowanie dyscyplinarne, że odmawiał podpisania protokołu. "Być może jego obawa o własny los spowodowała, że pewne rzeczy przeinaczył i sfałszował. Dzisiaj ta układanka nam się domknęła" - powiedział Paplaczyk Radiu Merkury.
"Jakie próbki były w takim razie podstawą skazania Tomczaka? Z czym je porównywano?" - pyta obrońca. Rodzina skazanego za gwałt apeluje do polskich władz, aby przyjrzały się sprawie. Dodajmy, że sama ofiara gwałtu w wyniku obrażeń nie potrafiła sobie przypomnieć okoliczności zdarzenia. Zmarła w kwietniu tego roku.