To kosztowna decyzja polityczna, a nie merytoryczna – tak o zatrudnieniu Mariusza Wiśniewskiego na wysokim stanowisku mówią politycy Prawa i Sprawiedliwości.
Od 1 kwietnia należąca do samorządu województwa spółka Koleje Wielkopolskie będzie miała nie dwóch, a trzech członków zarządu. Wczoraj ogłoszono, że dołączy do niego niedawno zwolniony zastępca prezydenta Poznania z Koalicji Obywatelskiej.
Czytaj: Były wiceprezydent ma nową pracę. Zasiadł w zarządzie samorządowej spółki
Zdaniem radnego Filipa Żelaznego fakt zakończenia współpracy z Wiśniewskim w kontekście afery korupcyjnej w jednostce odpowiedzialnej za drogi, dyskwalifikuje go z bycia odpowiedzialnym za kolej.
Mamy taką instytucję jak Wojewódzki Urząd Pracy. Jeżeli pan marszałek chciał zatrudnić Mariusza Wiśniewskiego, to mógł go zatrudnić w Wojewódzkim Urzędzie Pracy
– mówi Filip Żelazny.
Na podstawie zarobków pozostałych członków zarządu politycy opozycji wyliczyli, że Mariusz Wiśniewski zarobi w ciągu roku blisko 400 tysięcy złotych. Podkreślają też, że samorząd województwa nie przeprowadził na to stanowisko konkursu. "Nie ma takiego obowiązku" – odpowiada rzeczniczka marszałka.
To co jest konieczne, to wszystkie przewidziane wymagania dla członków organów zarządzających spółek samorządowych. Nowy członek zarządu je posiada. To nie jest decyzja polityczna, choć radni opozycji zgodnie z prawem opozycji tak to przedstawiają
– przekonuje Anna Parzyńska-Paschke.
W związku z zatrudnieniem byłego wiceprezydenta radny Filip Żelazny skierował do marszałka województwa pytania dotyczące tego, kto zarekomendował go na nowe stanowisko oraz zakresu jego obowiązków. Odpowiedź musi zostać udzielona w ciągu dwóch tygodni.