Znęcali się nad córką. Rodzice z wyrokiem więzienia
Nie wiem dokładnie kiedy oni na siebie wpadli, Bart Szopiński i Eric Slim Zahl. Jak ktoś jest artystą z wyższej półki i porusza się często po świecie nie jest trudno spotkać się gdzieś na trasie. Przypuszczam, że w przypadku tej dwójki wszystkie tropy prowadzą do Norwegii. Stamtąd pochodzi wokalista, gitarzysta i kompozytor Eric Slim Zahl. Ilekroć jestem na koncercie, na którym Eric występuje, mam nieodparte wrażenie, że ktoś podrzucił na scenę tego artystę, kiedy był jeszcze w kołysce. Estrada, muzyka i publiczność to dla Erica Slima Zahla naturalne środowisko. Z Bartem Szopińskim było tak samo. Od najmłodszych lat z muzyką, udokumentowane występy z ojcem i bratem, aż do powołania zespołu Boogie Boys.
Kiedy tacy muzycy jak Eric i Bart się spotkają, to występuje chemia i muzycy tworzą rzeczy, o których nawet by nie pomyśleli. Nie sądziłem, że Ci dwaj Panowie, nagrają płytę świąteczną. Dla przyjemności, dla zabawy lub żartu. Płyta nosi tytuł „The Ol’ Merry Christmas” i przynosi 10 znanych, lubianych kolęd i piosenek na czas Bożego Narodzenia. Ktoś powie: ile razy można wałkować to samo, kiedy zrobili to już wielcy artyści od Franka Sinatry, Michaela Buble po Whitney Houston i Mariah Carey. A może jednak warto posłuchać, jak to wykonali dwaj muzycy, tryskający inwencją, potrafiący w kilka sekund wyczarować nastrój. Nagrania powstały w Norwegii i rzeczywiście muzyka ma kameralny charakter, bo zaangażowani są jeszcze tylko dwaj muzycy z sekcji rytmicznej: basista Roald Brekke oraz perkusista Tory Raugstad.
Dwaj artyści firmujący cały projekt Eric Slim Zahl i Bart Szopiński, czują się jak ryby wodzie w rejonach bluesa, jazzu i boogie. I taka jest ta świąteczna uczta na omawianej płycie, właśnie w okolicy, gdzie blues i jazz świetnie się przenikają. Sprawność wokalna Erica Slima Zahla jest godna podziwu. Można to było docenić, na promocyjnym koncercie duetu w Poznaniu. Zahl potrafi zaśpiewać wszystko, gdy trzeba intymnie, jakby dla pojedynczego słuchacza lub z niezwykłą ekspresją do dużej widowni. Podoba mi się jak Eric Slim Zahl buduje frazę, jak cieniuje barwę głosu i przede wszystkim z jak wielką łatwością nasyca śpiew synkopowaną rytmiką. W kończącym krótką czasowo płytę utworze „The Christmas Song”, Zahl śpiewa jak rasowy crooner.
Utwory mają dobre tempo, piosenki nie drażnią rozwlekłością, sennością melodii i tanią ckliwością. Nawet jeśli mamy po uszy słuchania nieśmiertelnej piosenki „Jingle Bells”, tym razem jazzowy napęd dodaje piosence nowego wyrazu. Bardzo ładnie wypada temat „I’ll Be Home For Christmas”, jest w tym nagraniu dużo ciepła. Z lekkimi przepływami partii solowych gitary i fortepianu, płynie w stronę słuchacza swoboda i wręcz beztroskie rozkołysanie. W utworze „All I Want For Christmas (Is My Two Teeth)” pojawia się uśmiech i poczucie humoru. Jest też zdecydowany moment wzmożenia dynamiki i porywająca stylistyka boogie wypełnia nagranie „Run Rudolph Run”.
Płyta jest dużą niespodzianką, bo prezentuje muzykę w naturalnym ujęciu. Nikt tu nikogo nie oszukuje, wyszukanymi chwytami produkcji nagrań, nie ma dzwonków i błyskotek dźwiękowych. Eric Slim Zahl i Bart Szopiński przygotowali naprawdę smakowite świąteczne danie muzyczne.