Jeszcze nie do końca oswoiliśmy się z dorobkiem czwartej rewolucji przemysłowej, a dziś coraz częściej w debatach ekspertów pojawia się termin Przemysł 5.0. To jednak przede wszystkim korekta kursu: technologia 4.0 dostarcza moc obliczeniową i dane, a aspekt 5.0 przypomina, że w centrum ma stać człowiek, a fabryka ma być nie tylko wydajna, ale również odporna i zrównoważona.
– Spotykam się z myśleniem, że automatyzacja to zastępowanie ludzi. W rzeczywistości jest odwrotnie – zauważa Adrian Stelmach, ekspert transformacji cyfrowej przemysłu. – Algorytm policzy dziesiątki wariantów harmonogramu, ale ludzkie doświadczenie – i to na każdym poziomie pracy – jest bezcenne.
Dojrzałość cyfrowa zakładu przestaje być mierzona liczbą czujników, a zaczyna jakością i szybkością decyzji, które na ich podstawie zapadają. Kierunek jest jasny: od fabryki, która widzi, do fabryki, która rozumie i reaguje.
– Przez ostatnie lata firmy skupiały się na tym, żeby maszyny w ogóle zaczęły zbierać i przekazywać dane – mówi Adrian Stelmach. – Teraz zaczynają zadawać sobie pytanie, kto i jak na ich podstawie podejmuje decyzje. Tu rozgrywa się kolejny etap rewolucji.
To dane decydują dziś o faktycznej efektywności i potencjale zakładu. Dwie identyczne organizacje mogą różnić się efektywnością o kilkanaście procent tylko dlatego, że jedna potrafi czytać swoje dane, a druga wyłącznie je gromadzi.
Pojawia się tu temat, który Adrian Stelmach uważa za niedoceniany: własność i suwerenność danych produkcyjnych. A te dane to aktywo: na ich podstawie możliwe jest trenowanie modeli predykcyjnych, analiza śladu węglowego czy negocjowanie z odbiorcami. Dlatego od samego początku warto wybierać rozwojowe systemy.
Na te, które skracają dystans między zdarzeniem na hali a decyzją osoby odpowiedzialnej. Adrian Stelmach wskazuje kierunki, które w polskich realiach dają najszybszy zwrot:
Każdą technologię koniec końców weryfikuje pytanie czy dzięki niej ktoś podejmie decyzje lepiej, szybciej i pewniej.
Należy zacząć od udzielenia szczerej odpowiedzi na pytanie, które decyzje w firmie wciąż zapadają w oderwaniu od faktycznych danych i jakościowych analiz. To one wyznaczają obszary, gdzie cyfryzacja da najszybszy efekt.
– Nie zaczyna się od technologii, tylko od wąskiego gardła – tłumaczy Stelmach. – Wybierzmy jeden proces, który boli najbardziej, zmierzmy go porządnie i dopiero potem dobierzmy narzędzie. Małe wdrożenie, które się zwraca, to świetny wstęp do szerokiej digitalizacji.
Co ważne, w takim scenariuszu również załoga zauważa sens wdrożenia. A to niezwykle ważny, choć często pomijany aspekt zmiany.
Przemysł 4.0 wchodzi w fazę, w której kluczową rolę zaczynają odgrywać decyzje podejmowane przez specjalistów na podstawie danych i analiz dostarczanych dzięki technologii. Kierunek wyznaczają autonomia decyzyjna wsparta AI, suwerenność własnych danych oraz skuteczna współpracy ludzi, maszyn oraz systemów IT.
Dobre wdrożenie powinno przebiegać etapami, a idealnym punktem wyjścia jest eliminacja wąskich gardeł oraz wsparcie procesów, w których brak cyfryzacji i automatyzacji jest najbardziej dotkliwy.