Ale spokój zostaje zaburzony w momencie, w którym w jednej z szaf ambasady ktoś pozostawia zakrwawioną odzież. Ale czy to na pewno krew?
Alessia Gazzola oprowadza nas po Londynie - mieście, w którym w owym czasie znakomicie funkcjonuje mój ulubiony literacko-kryminalny bohater, czyli Herkules Poirot. Między wierszami tej opowieści czuję jego obecność, mam wrażenie, że Miss Bee mogłaby go spotkać na takim, czy innym przyjęciu. Londyński duch tamtych czasów jest umiejętnie oddany przez autorkę, chociaż ona sama pochodzi z Włoch. Ale włoskie korzenie to wielki atut, bo daje swoim bohaterom coś z Półwyspu Apenińskiego - mają w sobie cos z charakterystycznej dla Włochów ekspresji.
Główna bohaterka, czyli młoda dziewczyna, Miss Bee funkcjonuje w londyńskiej socjecie, ma swoje prywatne sprawy, także sercowe, pracuje też we włoskiej ambasadzie. Ten świat Alessia zarysowuje nam bardzo dobrze, czujemy ducha tamtej epoki. Ale główne danie, złożone z nawiedzonych budynków, strachu no i śledztwa - dopiero przed nami...
To kolejna książkowa odsłona cyklu o Miss Bee, seria ta cieszy się wielkim powodzeniem chociażby w Niemczech, Francji, czy Hiszpanii. Powieści Alessi Gozzoli są tłumaczone na wiele języków, a sama autorka, która pracę zaczynała jako lekarka sądowa, była wielokrotnie nagradzana. I mam wrażenie, że Miss Bee to w gruncie rzeczy ona, bo przecież i autorka i jej bohaterka są w podobnym wieku, no i obie stykały się z kryminalną rzeczywistością.
Miss Bee jest pełna werwy i ciekawości, ma wyjątkowy zmysł obserwacji i - podobnie jak jej wielcy poprzednicy, tacy jak wspomniany Herkules Poirot, doskonale potrafi używać własnego umysłu, prowadząc śledztwo na własnych zasadach, podążając tropem, na który inni się nie decydują. I odnosi sukcesy.
Książkę "Miss Bee i duch ambasady" zaprezentowało Wydawnictwo Sonia Draga.