NA ANTENIE: W punkt - magazyn interwencyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

John Lydon i Public Image Limited w Poznaniu – muzyczne katharsis!

Publikacja: 16.05.2026 g.08:45  Aktualizacja: 16.05.2026 g.08:49 Marcin Żyski
Poznań
To najbardziej Sex Pistolsowy rok w historii Poznania - w wakacje na festiwalu Rockowizna zobaczymy Glena Matlocka z dzisiejszym składem grupy, a w tym tygodniu w klubie Tama szalał za mikrofonem jego kolega z legendarnej załogi, z którą w drugiej połowie lat 70. dokonali zamachu na muzyczną poprawność i wprowadzili na salony punk-rocka.
John Lydon - Waldemar Kuligowski
Fot. Waldemar Kuligowski

Spis treści:

    Jeśli ktoś myślał, że wybiera się na koncert PiL w ramach tylko ciekawostki, musiał być podwójnie przyjemnie zaskoczony - 70-letni Lydon nie tylko nie odcina kuponów od legendy Sex Pistols (był tylko jeden akcent, na bis), ale przypomina, że Public Image Limited to zespół muzycznie po wielokroć ciekawszy. Dzięki znakomitym muzykom (gitarzysta kiedyś w The Damned, basista swego czasu m.in. u Costello i Winwooda) udało się pokazać nam w całej okazałości, jakie to ponadczasowe i inspirujące zjawisko.

    I bardzo brytyjskie – te histeryczne wokale niczym Byrne na sterydach, te zimne, nowofalowe gitary, ten taneczny puls, który mógł nieco konsternować punkowych ortodoksów. PiL godzi fanów The Cure i LCD Soundsystem, czasem nawet Faith No More czy… Chemical Brothers – Lydon dobrze pamięta swój epizod z Leftfield nie tylko podczas wykonywania „Open Up”. To ważny element ich konwencji, post-punkowe disco wręcz zdominowało drugą część koncertu.

    Nikt jednak nie narzekał – zespół zachwycał potęgą brzmienia oraz dramaturgią kompozycji, po których zakończeniu ręce same składały się do oklasków. Było wspólne śpiewanie „Rise” czy „This is Not a Love Song”, były skoki i tańce oraz wiele uśmiechniętych, usatysfakcjonowanych twarzy. Lydon też wydawał się zadowolony z gorącego przyjęcia, rozkręcał się z każdym utworem, dawał z siebie naprawdę wszystko, wokal niósł się wysoko i szeroko i dodawał tej często transowej muzyce jeszcze więcej szamańskiego charakteru.

    Muzyczne mięso, światowy poziom, katharsis – to kilka określeń, które usłyszałem od pozytywnie zdziwionych słuchaczy. Polecamy na przyszłość każdemu! A przy okazji warto zwrócić uwagę na intrygujący, krajowy support w wykonaniu zespołu Sad Smiles – jak mówili ze sceny mają po 19 lat, ale był to ich już 188. koncert. Brzmieniowo do brytyjskiej legendy było daleko (może też przez ustawienia akustyków), ale werwy, bezkompromisowości, młodzieńczej zadziorności im nie brakowało. Nośne linie basowe, sporo przesterowanych gitar, wiele zwrotów akcji i kilka zapadających w pamięć momentów (sprawdźcie „Aport!”), pewnie jeszcze o nich usłyszycie. Piękny wieczór!

    https://www.radiopoznan.fm/n/MmkxnO
    KOMENTARZE 0