Prawdziwy "massive attack" na kilka zmysłów jednocześnie! Intensywne przeżycie, czasem na granicy ekstremalnego. Gęsta, apokaliptyczna atmosfera mrocznej, przeważnie metalowej muzyki, z niepokojącymi transowymi riffami, często zestawionymi z ultra szybką perkusją. Jakby wybuchowa kulminacja utworu trwała cały czas, i na bazie tej kulminacji muzycy budowali kolejne konstrukcje.
Między nami a nimi wisiał wielki ekran, na którym wyświetlano fragmenty archiwalnych filmów ze zbiorów Silesia Film. Czasem obrazy pędziły tak szybko, jak perkusyjne uderzenia, czasem rozładowywały napięcie, długo pokazując twarz starszego mężczyzny w oknie. Najlepiej współgrały z muzyką, gdy odwiedzaliśmy śląskie fabryki, tłoki i turbiny tańczyły w rytm "szalonej muzyki" (określenie oszołomionego znajomego).
Może trochę zbyt długie były przerywniki w postaci filmów z konstruowania katowickiego Spodka, relacjonowane przez lektora zdaniami przepełnionymi specjalistycznym językiem, przez swoją hermetyczność i niezrozumiałość wywoływały niemal psychodeliczny efekt, ale też czasem uśmiechy na naszych twarzach.
Uśmiechałem się też podczas tego koncertu również z innego powodu - nagłośnienie w zamkowej Sali Wielkiej dosłownie miażdżyło, potęga muzyki atakowała dosłownie z wszystkich stron, miało się wrażenie, że nawet z sufitu. Ściana dźwięku, momentami niczym z Mogwai'owego post-rocka obejmowała nas i dotykała niczym ciało stałe, przyspieszając bicie serca. Jednocześnie opowieść na wielkim ekranie uwodziła nasze oczy, siłę ciężkości przenosząc na obrazy - kino na koncercie jak koncert w kinie. Stare filmy i pulsujące w rytm muzyki cienie ciał muzyków, potęga ich niesamowitej synergii zostanie z nami na długo.